sobota, 30 marca 2013

13

Obejrzeliśmy się z przerażeniem. Jednak nikogo nie było za nami. Postanowiliśmy przejśc do drugiego wymiaru, żeby ochłonąc.
- Nie czuję się tam bezpiecznie. Tu jest zupełnie inaczej... - powiedziałam do Erika.
- Kupimy nasz własny dom?  - Erik zapytał się ni stąd, ni zowąd.
- Ale że jak... ? - zdezorientowana obejrzałam się dookoła.
- Tu, w drugim wymiarze. Tu mieszka mój dziadek, pomógłby nam, musisz go poznac.
- Chętnie, ale gdzie on jest? Jak ta kraina się nazywa tak w ogóle? I jak ty chcesz ten dom kupic ?
- Kraina nazywa się Faeriewall. Mój dziadek mieszka w części północnej. Aby do niej przejśc, musimy się teleportowac, bo jest dosc daleko. Gotowa?
-No ok, gotowa.
Złapał mnie za drugą rękę i wypowiedział dziwne słowa. Zobaczyłam jak szybko się wszystko przesuwa i znaleźliśmy się w środku jakiegoś miasta. Wszędzie chodziły czarodziejki ze skrzydłami, starsze i młodsze. Były też bez skrzydeł, jednak było ich naprawdę niewiele. Sporo było też czarodziejów. Wyglądali jak my! Kraina była bardzo podobna do naszej, jedynie nie było tu czegos takiego jak tramwaje itp. Były samochody, chyba, ale bez kół. Wszystko takie magiczne.
-Gdzie my jesteśmy?
- Tam, gdzie ci powiedziałem. Ta dzielnica nazywa się Navire. Mój dziadek mieszka w budynku na końcu ulicy. Idziemy?
- Okej ...
Ruszyliśmy przez miasto.  Pełno tu było czarodziejów. Pomyślałam o tym, co wcześniej mówił Erik - czy kupimy dom. Nie zrozumiałam do końca, o co mu chodziło, czy kupic dom w realu, czy tutaj, zresztą mamy dużo czasu jeszcze, żeby myślec o takich rzeczach. Dochodziliśmy już powoli do końca drogi. Im bliżej domu dziadka Erika, tym mniej osób spotykaliśmy. Gdy dotarliśmy, zapytałam się:
- Twój dziadek tu jest ?
- Tak, musicie się poznac. W końcu jesteś moją narzeczoną magiczną.
Weszliśmy na posesję. Pełno było drzew, to chyba był sad. W głębi znajdował się mały domek. Erik zapukał do drzwi. Po chwili drzwi się otworzyły i zobaczyliśmy starszego pana.
- Oo, Erik! Witaj! A kim jest ta młoda panienka? Witajcie! - przywitał nas dziadek. - Wejdźcie.
- To moja ...
- Żona? Erik, no gratulacje! Siadajcie wygodnie. - przerwał mu.
- Jeszcze nie, to moja narzeczona. - z dumą powiedział Erik. - Planujemy kupic dom w Faeriewall.
- Wspaniale!  Dumny jestem z ciebie, wnusiu! - zachwycił się dziadek. - Och, nie poznaliśmy się! Jestem Edward Mahire, dziadek Erika.
- Ja jestem Lizabette Vardequilera.
- Ja pójdę po jakieś słodkości... - zniknął w kuchni.
- Fajny ten twój dziadek, miły. - szepnęłam do Erika.
- Erik! - zawołał dziadek.
- Poczekaj. - powiedział do mnie Erik i poszedł do kuchni.
*** z punktu widzenia Erika ***
Wszedłem do kuchni. Dużo się pozmieniało, choc niedawno tu byłem. Dziadek zamknął drzwi.
-  Erik, chciałbym się ciebie zapytac o kilka ważnych rzeczy. - zaczął.
- Słucham?
- Czy ta Lizabette jest człowiekiem? Od kiedy ją znasz, w czasie ludzkim?
- Nie, jest czarodziejką, mieszka w pierwszym wymiarze. Znamy się od jakiegoś 1,5 tygodnia. Jednak bardzo ją kocham.
- Wnusiu, nie uważasz , że za szybko poprosiłeś ją? Miałeś jeszcze tyle czasu. A tak w ogóle, czy planujecie miec faeries ?
- Na razie nie. - Myślałem o tym wielokrotnie, jednak to jest bez sensu. Musielibyśmy mieszkac już na stałe w Faeriewall, bo byłyby komplikacje przy dokumentach w pierwszym wymiarze.
- Chodźmy. - poszliśmy z powrotem do dużego pokoju.
                                                        *** z punktu widzenia Lizabette ***
 Zauważyłam, że gdy jestem w drugim wymiarze, mój telefon wariuje, zatrzymuje się w nim zegar i brak zasięgu. Wrócili. Rozmawialiśmy jeszcze długo o tym, jak się poznaliśmy z Erikiem, o obozie, o Lenore. W końcu trzeba było się pożegnac.
- Odwiedźcie mnie kiedyś jeszcze! Bardzo mi było miło! Do widzenia!
- Do widzenia. - pożegnaliśmy się i  wyszliśmy.
Szliśmy, trzymając się za ręce. Wszystko wydawało się takie proste. Kupimy sobie tu dom, będziemy tu mieszkac... Nasze życie jest chyba idealne, prawda? Tu jest tak pięknie. Wszyscy sa uśmiechnięci, życzliwi... Jednak po chwili uświadomiłam sobie, że idealnie nie jest. Nęka mnie Lenore... Nie czuję się bezpiecznie w pierwszym wymiarze, a powinno tak byc. Mieszkałam tam całe życie, nie mogę przestac tam byc. Spłynęła mi łza... Byłam taka zmęczona i smutna. Mimo że na dobrą sprawę dopiero zaczął się dzień. Pomyśłałam, jakim jestem dziwolągiem, nie jestem człowiekiem, wszystko jest takie skomplikowane. Jak ja pogodzę czarodziejskie życie z życiem ludzkim? Poleciały mi kolejne łzy...
- Skarbie, czy ty płaczesz ? - Zatrzymaliśmy się. Otarł mój policzek i przytulił. Odpowiedziałam milczeniem. Patrzyłam się w swoje miętowe trampki. Tak, płakałam. Bałam się życ, czułam, że moje życie się nie ułoży. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że mam ogromne problemy.
- Wszystko będzie dobrze. - próbował mnie pocieszyc. Spojrzałam mu w oczy.  W jego oczach widac było smutek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz