Po jeździe byłam wykończona. Jak galopowaliśmy, myślałam, że normalnie zdechnę - wywaliłam się w błoto. Cóż miałam zrobić, pojawiło się nagle. Erik po kolacji obiecał mi niespodziankę, ale nie wiem, co to będzie. Tanya z Aleksem już się zaczęli przytulać, ja rąbię. Szybcy są. Aneta mnie zaczyna denerwować... Coś chyba ukrywa. Podbiera mi kosmetyki, nawet się nie pyta, bierze moje ciuchy, co to jest! Ja nie wiem, jak z nią wytrzymam.
- Hej, Aneta! Weź już ogarnij, to moje bryczesy! - Nie, chyba z nią jednak nie wytrzymam.
- Oj, Lizabette... Pożycz... Proszę...
- Nie. Masz swoje, poza tym już jedne mi ubrudziłaś. - Mam trzy pary, jak tak dalej pójdzie, to już wszystkie będą brudne. - Daj mi je.
- Że what? No chyba nie. Przestań, nie pobrudzę. - No kur..., ja już nie wyrobię! Dorwałam ją i zaczęłam się z nią szarpać, kiedy do pokoju wszedł Erik.
- Ej, co jest! Dziewczyny! - Rozdzielił nas, kiedy już prawie zabrałam jej te spodnie. - To już trzecia sprzeczka dzisiaj.
- Sorry wielkie, Liz...Masz te spodnie. - I znowu podbiegła do tej swojej walizki, znowu coś szpera. Jakieś pudełeczko wyciągnęła i poszła do łazienki.
- Odbiło ci? Przecież zachowałaś się jak jakiś mały bachor! - Erik miał do mnie pretensje, jak ona sama zaczęła...
- No ale zobacz, cały czas mi zabiera ciuchy, plami, używa moich kosmetyków, jakby swoich nie miała! - Odłożyłam spodnie i wyszliśmy. Wolałam kontynuować rozmowę na schodach pod domem.
- Liz, daj już jej spokój. Jak bierze, to ją ignoruj, może chodzi jej właśnie o to, by ciebie wkurzyć.
- Może i tak, ale... Czy wiesz może, co to za pudełeczko ona zawsze do toalety nosi? Zawsze. Jest za małe, żeby się tam zmieściły jakieś rzeczy w stylu błyszczyka czy tuszu do rzęs, a jednocześnie jest za duże na biżuterię, bo na tydzień obozu nie bierze się przecież całego kuferka. I czasem jak jej upadnie, to słychać, że w środku jest coś sypkiego...
- Może ma tam puder? - Erik ma siostrę o rok od niego starszą, to trochę jest ogarnięty w temacie.
- Puder? Ale te pudełko jest kwadratowe i pisze na nim "Nie dotykać", więc czemu ma niby tam być puder?
- Łał, skoro widziałaś, co na nim pisze, to czemu tam nie zajrzałaś? - Erik niedowierzał, że takie farmazony gadam.
- Emanuje od tego jakaś ciężka magia. Jak tylko dotknęłam pudełka, to mnie prąd przeszedł. I później paliły mnie palce.
- Sprawa jest podejrzana. Musimy to rozgryźć. - Nareszcie, może mi pomoże.
- Na pewno tam jest?
- Tak, przestań, mówiłam ci, że mamy wolną chatę. Dobra, gdzie ona to ma... - Zaczęłam grzebać. - Aaa! Ja pierdzielę, ale boli! Masz to, by nie wyrobię! To pudełko ma chyba od szatana!
- No, rzeczywiście pali. Uwaga, otwieram. - Nachyliłam się nad nim, nie mogłam się doczekać tej chwili, gdy zobaczę tajemniczą zawartość tego różowego sześcianiku.
- Nie wierzę! Co to? - zdziwiłam się na maksa.
- To narkotyk. Na pewno. To zabija istoty magiczne, dlatego pali, o kurde.
No, mało powiedziane, "o kurde".
- Hej, Aneta! Weź już ogarnij, to moje bryczesy! - Nie, chyba z nią jednak nie wytrzymam.
- Oj, Lizabette... Pożycz... Proszę...
- Nie. Masz swoje, poza tym już jedne mi ubrudziłaś. - Mam trzy pary, jak tak dalej pójdzie, to już wszystkie będą brudne. - Daj mi je.
- Że what? No chyba nie. Przestań, nie pobrudzę. - No kur..., ja już nie wyrobię! Dorwałam ją i zaczęłam się z nią szarpać, kiedy do pokoju wszedł Erik.
- Ej, co jest! Dziewczyny! - Rozdzielił nas, kiedy już prawie zabrałam jej te spodnie. - To już trzecia sprzeczka dzisiaj.
- Sorry wielkie, Liz...Masz te spodnie. - I znowu podbiegła do tej swojej walizki, znowu coś szpera. Jakieś pudełeczko wyciągnęła i poszła do łazienki.
- Odbiło ci? Przecież zachowałaś się jak jakiś mały bachor! - Erik miał do mnie pretensje, jak ona sama zaczęła...
- No ale zobacz, cały czas mi zabiera ciuchy, plami, używa moich kosmetyków, jakby swoich nie miała! - Odłożyłam spodnie i wyszliśmy. Wolałam kontynuować rozmowę na schodach pod domem.
- Liz, daj już jej spokój. Jak bierze, to ją ignoruj, może chodzi jej właśnie o to, by ciebie wkurzyć.
- Może i tak, ale... Czy wiesz może, co to za pudełeczko ona zawsze do toalety nosi? Zawsze. Jest za małe, żeby się tam zmieściły jakieś rzeczy w stylu błyszczyka czy tuszu do rzęs, a jednocześnie jest za duże na biżuterię, bo na tydzień obozu nie bierze się przecież całego kuferka. I czasem jak jej upadnie, to słychać, że w środku jest coś sypkiego...
- Może ma tam puder? - Erik ma siostrę o rok od niego starszą, to trochę jest ogarnięty w temacie.
- Puder? Ale te pudełko jest kwadratowe i pisze na nim "Nie dotykać", więc czemu ma niby tam być puder?
- Łał, skoro widziałaś, co na nim pisze, to czemu tam nie zajrzałaś? - Erik niedowierzał, że takie farmazony gadam.
- Emanuje od tego jakaś ciężka magia. Jak tylko dotknęłam pudełka, to mnie prąd przeszedł. I później paliły mnie palce.
- Sprawa jest podejrzana. Musimy to rozgryźć. - Nareszcie, może mi pomoże.
***
Jakieś dwie godziny później panie powiedziały, że można wziąć sobie kucyka Lorenzę i sobie na niej pojeździć na oklep na ujeżdżalni, panie sobie kawkę wypiją, zerkną... Aj, dobra rzecz - Aneta tam idzie. Zawołałam Erika, Tanya i Aleks poszli, zostaliśmy sami. - Na pewno tam jest?
- Tak, przestań, mówiłam ci, że mamy wolną chatę. Dobra, gdzie ona to ma... - Zaczęłam grzebać. - Aaa! Ja pierdzielę, ale boli! Masz to, by nie wyrobię! To pudełko ma chyba od szatana!
- No, rzeczywiście pali. Uwaga, otwieram. - Nachyliłam się nad nim, nie mogłam się doczekać tej chwili, gdy zobaczę tajemniczą zawartość tego różowego sześcianiku.
- Nie wierzę! Co to? - zdziwiłam się na maksa.
- To narkotyk. Na pewno. To zabija istoty magiczne, dlatego pali, o kurde.
No, mało powiedziane, "o kurde".