Właśnie wrócili. Słychać było tupanie na schodach, to Tanya.
- No hej, co jest? - zagadała, bo wciąż nie wiedziała, o co chodzi.
- Bo wiesz... - ściszyłam głos. - Jest sprawa... Erik, no chodź! - Tamten znowu "poza obrębem"... - Jest babka taka, Roxanne, nie? Ta opiekunka czy kto tam. To ona ma obco brzmiące imię, a jak ona coś ma z... magią?
- Możliwe. - Dołączył się do rozmowy. - Ale to już naprawdę byłby zbieg okoliczności. Bo już jesteśmy my, wcześniej Alyssa i Keisha, i Lenore... Same z drugiego wymiaru, nie?
- Jak to z drugiego wymiaru? Nie czaję... Weź mi wszystko wytłumacz, te dziwne imiona, te wymiary, te skrzydła... Ja niczego nie ogarniam.
- Skrzydła, ekhem... - Tanya odkaszlnęła znacząco. - Liz, wiesz co ci mówiłam, to nie chwal się...
- Masz skrzydła? - Erik spojrzał na mnie, jakby ducha zobaczył.
- What? No co ty. Ona nie ma żadnych skrzydeł. Ja tylko żartuję. - Zaśmiała się dość sztucznie, i poszła.
Erik zamknął drzwi na klucz, a dalej myślał, coraz intensywniej, aż w końcu złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie tak mocno, że myślałam, że mnie zgniecie. Na podwórku chyba szaleli, bo darli się i śmiali. Aleks i Aneta? Nie rozumiem.
- Masz je, ale nie chcesz powiedzieć.
I w tym momencie tak się na mnie spojrzał, że stanął mi przed oczami ten obraz, z tamtego snu, i ten blondyn... I tamto wydarzenie nad rzeką... I on w tej chwili łudząco go przypominał... Boże, a jeśli on jest niebezpieczny? A zaręczyn się nie da wycofać... Zaczynam się go bać? Eee, to jakaś paranoja.
- Nie mam... - ścisnął mnie jeszcze bardziej.
- Masz... Powiedz... - Jego ręka przesunęła się nieco wyżej, na moje plecy.
- Nie mam, no... Przecież mówię...
- Ściemnasz, powiedz mi... - Dalej naciskał, a jego ręka przesunęła się jeszcze wyżej, że już prawie wyczuwała koniuszek skrzydła pod moją kraciastą koszulą, którą ostatnio ciągle noszę, by zakryć pióra wystające poza bluzkę...
- Masz je. Ale nawet swojemu narzeczonemu nie chcesz powiedzieć. Odwróć się.
Puścił mnie, już chciałam uciekać, ale przecież on jest moim narzeczonym... Najbliższą mi osobą tutaj... Drzwi były zamknięte na klucz... Posłuchałam się. Zdjęłam koszulę i jego oczom ukazały się srebrzystoszare skrzydła. Ale co ja zrobiłam?
- Widzisz... - Wtulił się we mnie, ja w niego, i staliśmy tak, jak jakaś rzeźba, jak jedna osoba... A dalej, co było, nie pamiętam. Obudziłam się dopiero, kiedy Tanya zaczęła mnie lekko uderzać po policzku. Co się stało?
- Ostrzegałam cię. Pióra ci odpadają. Co ty z tym Erikiem wyprawiałaś?
Wystraszyłam się nie na żarty. Co to ma być?! Że ja w ciąży? Z Erikiem?!
- Co? Co...? Co ty gadasz? Nie ogarniam? Że ja w ciąży, co? - chyba znowu przysnęłam.
- Liz, ogarnij się... Żartuję. Zaczarowałam cię, bo oszalałaś, zaczęłaś go całować, kurde, nie wiem... Coś mi tam mówił. Ale Erik jest rozsądny. On ci krzywdy nie zrobi za skrzydła.
- No ale, do cholery, co to za paranoja z tymi skrzydłami?! No weź mi to wyjaśnij, bo już tydzień się nad tym głowię!
Wszedł Erik, najwyraźniej wszystko słysząc. Odezwał się do mnie:
- Po prostu skrzydła czarodziejek dla chłopaków są tak nęcące, że często nie można się opanować. To taki wabik. - Powiedział to prosto z mostu, a Tanya zrobiła się czerwona. Nie wiedziałam, że to temat tabu. Głupio mi się zrobiło, to wyszłam do stajni, bo co innego mogłam zrobić...
- No hej, co jest? - zagadała, bo wciąż nie wiedziała, o co chodzi.
- Bo wiesz... - ściszyłam głos. - Jest sprawa... Erik, no chodź! - Tamten znowu "poza obrębem"... - Jest babka taka, Roxanne, nie? Ta opiekunka czy kto tam. To ona ma obco brzmiące imię, a jak ona coś ma z... magią?
- Możliwe. - Dołączył się do rozmowy. - Ale to już naprawdę byłby zbieg okoliczności. Bo już jesteśmy my, wcześniej Alyssa i Keisha, i Lenore... Same z drugiego wymiaru, nie?
- Jak to z drugiego wymiaru? Nie czaję... Weź mi wszystko wytłumacz, te dziwne imiona, te wymiary, te skrzydła... Ja niczego nie ogarniam.
- Skrzydła, ekhem... - Tanya odkaszlnęła znacząco. - Liz, wiesz co ci mówiłam, to nie chwal się...
- Masz skrzydła? - Erik spojrzał na mnie, jakby ducha zobaczył.
- What? No co ty. Ona nie ma żadnych skrzydeł. Ja tylko żartuję. - Zaśmiała się dość sztucznie, i poszła.
Erik zamknął drzwi na klucz, a dalej myślał, coraz intensywniej, aż w końcu złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie tak mocno, że myślałam, że mnie zgniecie. Na podwórku chyba szaleli, bo darli się i śmiali. Aleks i Aneta? Nie rozumiem.
- Masz je, ale nie chcesz powiedzieć.
I w tym momencie tak się na mnie spojrzał, że stanął mi przed oczami ten obraz, z tamtego snu, i ten blondyn... I tamto wydarzenie nad rzeką... I on w tej chwili łudząco go przypominał... Boże, a jeśli on jest niebezpieczny? A zaręczyn się nie da wycofać... Zaczynam się go bać? Eee, to jakaś paranoja.
- Nie mam... - ścisnął mnie jeszcze bardziej.
- Masz... Powiedz... - Jego ręka przesunęła się nieco wyżej, na moje plecy.
- Nie mam, no... Przecież mówię...
- Ściemnasz, powiedz mi... - Dalej naciskał, a jego ręka przesunęła się jeszcze wyżej, że już prawie wyczuwała koniuszek skrzydła pod moją kraciastą koszulą, którą ostatnio ciągle noszę, by zakryć pióra wystające poza bluzkę...
- Masz je. Ale nawet swojemu narzeczonemu nie chcesz powiedzieć. Odwróć się.
Puścił mnie, już chciałam uciekać, ale przecież on jest moim narzeczonym... Najbliższą mi osobą tutaj... Drzwi były zamknięte na klucz... Posłuchałam się. Zdjęłam koszulę i jego oczom ukazały się srebrzystoszare skrzydła. Ale co ja zrobiłam?
- Widzisz... - Wtulił się we mnie, ja w niego, i staliśmy tak, jak jakaś rzeźba, jak jedna osoba... A dalej, co było, nie pamiętam. Obudziłam się dopiero, kiedy Tanya zaczęła mnie lekko uderzać po policzku. Co się stało?
- Ostrzegałam cię. Pióra ci odpadają. Co ty z tym Erikiem wyprawiałaś?
Wystraszyłam się nie na żarty. Co to ma być?! Że ja w ciąży? Z Erikiem?!
- Co? Co...? Co ty gadasz? Nie ogarniam? Że ja w ciąży, co? - chyba znowu przysnęłam.
- Liz, ogarnij się... Żartuję. Zaczarowałam cię, bo oszalałaś, zaczęłaś go całować, kurde, nie wiem... Coś mi tam mówił. Ale Erik jest rozsądny. On ci krzywdy nie zrobi za skrzydła.
- No ale, do cholery, co to za paranoja z tymi skrzydłami?! No weź mi to wyjaśnij, bo już tydzień się nad tym głowię!
Wszedł Erik, najwyraźniej wszystko słysząc. Odezwał się do mnie:
- Po prostu skrzydła czarodziejek dla chłopaków są tak nęcące, że często nie można się opanować. To taki wabik. - Powiedział to prosto z mostu, a Tanya zrobiła się czerwona. Nie wiedziałam, że to temat tabu. Głupio mi się zrobiło, to wyszłam do stajni, bo co innego mogłam zrobić...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz