Właśnie wchodziłam do stajni, mało co nie zostałam staranowana przez galopującą Antygonę. Ale... nie ma na niej jeźdźca! Muszę ją jakoś zatrzymać... Pobiegłam za nią. Nie wiem, jak to zrobiłam, ale wdrapałam się jakoś na jej grzbiet i udało mi się ją zatrzymać. Nie wiem, naprawdę mnie wiem, jak mi się to udało.
- No kurde, kto tak zrobił! Toż ona wodze porwała! Zastrzelę, powtarzam: zastrzelę! - Pani Roxanne nieźle się wkurzyła. - Liz, co jest? Jak ty ją zatrzymałaś, dziecko, nic ci nie jest?
- Nie wiem, jak mi się to udało... Wszystko w porządku... Uff...
- Dziękuję ci z całego serca! Ale nie wiesz, kto był wtedy za nią odpowiedzialny?
- Nie wiem, właśnie wchodziłam... O jejku. Eee, proszę pani, a na jakim koniu będę jeździć?
- Chyba na Senniku, nie pamiętam, idź spytaj panią Liliannę, jest w stajni. I zaprowadź koniecznie ją do boksu, załóż kantar... Jeszcze nie osiodłana, rany.
Gdy wszystko zrobiłam, co mi kazała, Erik akurat wychodził z Kwadrą.
- Widziałaś, co zrobiła Aneta? Spierdzieliła ze stajni, bo jej Antygona zwiała! Rozumiesz?
- To Aneta była? Jeny, Antygona prawie mnie rozdeptała! Zatrzymałam ją, czaisz? Bo ja nie...
- Czaję. Bo konie są oczarowane. Nie wiem jak, ale nie uciekną dalej niż do bramy.
- A skąd o tym wiesz?
I wtedy wszystko się wyjaśniło, oprócz tych głupich imion. Powiedział, że sprawdzał, czy konie są oczarowane. Emanuje od nich magia. Jest zaklęcie pozwalające sprawdzić, kto je zaczarował. Ale próbował i nic nie wyszło. Słaby punkt.
- To może być od Roxanne?
- Nie wiem, to jest całkiem możliwe. Ale naprawdę nie wiem.
Na przejażdżce pogadaliśmy sobie, troszkę tylko, ale głównie szyframi. Tanya znowu z Aleksem... Chyba parą będą, bo coś iskrzy. Ale to mnie w tej chwili najmniej interesuje. Bo najbardziej właśnie te nasze imiona. Zapytałam się Erika, chciałam wiedzieć, on potrafi powiedzieć po ludzku, a nie jak Tanya - w jej języku nasyconym neologizmami i niekiedy przekleństwami w języku angielskim.
- Z tymi imionami to tak... Bo jak masz, w naszym przypadku, Polskę, to imiona czarodziejek i czarodziejów są w języku angielskim. Jest taka zasada. W Niemczech chyba we włoskim, a ciekawostką jest, że w samych Stanach Zjednoczonych są w języku polskim. We Włoszech po niemiecku. Taka zamiana, stosuje się to już od jakichś 100 lat, czy tam 89... Nie mam pamięci do liczb.
- Aha... - musiałam coś odpowiedzieć, bo szczęka opada...
- No kurde, kto tak zrobił! Toż ona wodze porwała! Zastrzelę, powtarzam: zastrzelę! - Pani Roxanne nieźle się wkurzyła. - Liz, co jest? Jak ty ją zatrzymałaś, dziecko, nic ci nie jest?
- Nie wiem, jak mi się to udało... Wszystko w porządku... Uff...
- Dziękuję ci z całego serca! Ale nie wiesz, kto był wtedy za nią odpowiedzialny?
- Nie wiem, właśnie wchodziłam... O jejku. Eee, proszę pani, a na jakim koniu będę jeździć?
- Chyba na Senniku, nie pamiętam, idź spytaj panią Liliannę, jest w stajni. I zaprowadź koniecznie ją do boksu, załóż kantar... Jeszcze nie osiodłana, rany.
Gdy wszystko zrobiłam, co mi kazała, Erik akurat wychodził z Kwadrą.
- Widziałaś, co zrobiła Aneta? Spierdzieliła ze stajni, bo jej Antygona zwiała! Rozumiesz?
- To Aneta była? Jeny, Antygona prawie mnie rozdeptała! Zatrzymałam ją, czaisz? Bo ja nie...
- Czaję. Bo konie są oczarowane. Nie wiem jak, ale nie uciekną dalej niż do bramy.
- A skąd o tym wiesz?
I wtedy wszystko się wyjaśniło, oprócz tych głupich imion. Powiedział, że sprawdzał, czy konie są oczarowane. Emanuje od nich magia. Jest zaklęcie pozwalające sprawdzić, kto je zaczarował. Ale próbował i nic nie wyszło. Słaby punkt.
- To może być od Roxanne?
- Nie wiem, to jest całkiem możliwe. Ale naprawdę nie wiem.
Na przejażdżce pogadaliśmy sobie, troszkę tylko, ale głównie szyframi. Tanya znowu z Aleksem... Chyba parą będą, bo coś iskrzy. Ale to mnie w tej chwili najmniej interesuje. Bo najbardziej właśnie te nasze imiona. Zapytałam się Erika, chciałam wiedzieć, on potrafi powiedzieć po ludzku, a nie jak Tanya - w jej języku nasyconym neologizmami i niekiedy przekleństwami w języku angielskim.
- Z tymi imionami to tak... Bo jak masz, w naszym przypadku, Polskę, to imiona czarodziejek i czarodziejów są w języku angielskim. Jest taka zasada. W Niemczech chyba we włoskim, a ciekawostką jest, że w samych Stanach Zjednoczonych są w języku polskim. We Włoszech po niemiecku. Taka zamiana, stosuje się to już od jakichś 100 lat, czy tam 89... Nie mam pamięci do liczb.
- Aha... - musiałam coś odpowiedzieć, bo szczęka opada...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz