Blog przechodzi zmiany, zmieni się fabuła i poprawione zostaną błędy.
wtorek, 28 maja 2013
sobota, 30 marca 2013
13
Obejrzeliśmy się z przerażeniem. Jednak nikogo nie było za nami. Postanowiliśmy przejśc do drugiego wymiaru, żeby ochłonąc.
- Nie czuję się tam bezpiecznie. Tu jest zupełnie inaczej... - powiedziałam do Erika.
- Kupimy nasz własny dom? - Erik zapytał się ni stąd, ni zowąd.
- Ale że jak... ? - zdezorientowana obejrzałam się dookoła.
- Tu, w drugim wymiarze. Tu mieszka mój dziadek, pomógłby nam, musisz go poznac.
- Chętnie, ale gdzie on jest? Jak ta kraina się nazywa tak w ogóle? I jak ty chcesz ten dom kupic ?
- Kraina nazywa się Faeriewall. Mój dziadek mieszka w części północnej. Aby do niej przejśc, musimy się teleportowac, bo jest dosc daleko. Gotowa?
-No ok, gotowa.
Złapał mnie za drugą rękę i wypowiedział dziwne słowa. Zobaczyłam jak szybko się wszystko przesuwa i znaleźliśmy się w środku jakiegoś miasta. Wszędzie chodziły czarodziejki ze skrzydłami, starsze i młodsze. Były też bez skrzydeł, jednak było ich naprawdę niewiele. Sporo było też czarodziejów. Wyglądali jak my! Kraina była bardzo podobna do naszej, jedynie nie było tu czegos takiego jak tramwaje itp. Były samochody, chyba, ale bez kół. Wszystko takie magiczne.
-Gdzie my jesteśmy?
- Tam, gdzie ci powiedziałem. Ta dzielnica nazywa się Navire. Mój dziadek mieszka w budynku na końcu ulicy. Idziemy?
- Okej ...
Ruszyliśmy przez miasto. Pełno tu było czarodziejów. Pomyślałam o tym, co wcześniej mówił Erik - czy kupimy dom. Nie zrozumiałam do końca, o co mu chodziło, czy kupic dom w realu, czy tutaj, zresztą mamy dużo czasu jeszcze, żeby myślec o takich rzeczach. Dochodziliśmy już powoli do końca drogi. Im bliżej domu dziadka Erika, tym mniej osób spotykaliśmy. Gdy dotarliśmy, zapytałam się:
- Twój dziadek tu jest ?
- Tak, musicie się poznac. W końcu jesteś moją narzeczoną magiczną.
Weszliśmy na posesję. Pełno było drzew, to chyba był sad. W głębi znajdował się mały domek. Erik zapukał do drzwi. Po chwili drzwi się otworzyły i zobaczyliśmy starszego pana.
- Oo, Erik! Witaj! A kim jest ta młoda panienka? Witajcie! - przywitał nas dziadek. - Wejdźcie.
- To moja ...
- Żona? Erik, no gratulacje! Siadajcie wygodnie. - przerwał mu.
- Jeszcze nie, to moja narzeczona. - z dumą powiedział Erik. - Planujemy kupic dom w Faeriewall.
- Wspaniale! Dumny jestem z ciebie, wnusiu! - zachwycił się dziadek. - Och, nie poznaliśmy się! Jestem Edward Mahire, dziadek Erika.
- Ja jestem Lizabette Vardequilera.
- Ja pójdę po jakieś słodkości... - zniknął w kuchni.
- Fajny ten twój dziadek, miły. - szepnęłam do Erika.
- Erik! - zawołał dziadek.
- Poczekaj. - powiedział do mnie Erik i poszedł do kuchni.
- Na razie nie. - Myślałem o tym wielokrotnie, jednak to jest bez sensu. Musielibyśmy mieszkac już na stałe w Faeriewall, bo byłyby komplikacje przy dokumentach w pierwszym wymiarze.
- Chodźmy. - poszliśmy z powrotem do dużego pokoju.
*** z punktu widzenia Lizabette ***
Zauważyłam, że gdy jestem w drugim wymiarze, mój telefon wariuje, zatrzymuje się w nim zegar i brak zasięgu. Wrócili. Rozmawialiśmy jeszcze długo o tym, jak się poznaliśmy z Erikiem, o obozie, o Lenore. W końcu trzeba było się pożegnac.
- Odwiedźcie mnie kiedyś jeszcze! Bardzo mi było miło! Do widzenia!
- Do widzenia. - pożegnaliśmy się i wyszliśmy.
Szliśmy, trzymając się za ręce. Wszystko wydawało się takie proste. Kupimy sobie tu dom, będziemy tu mieszkac... Nasze życie jest chyba idealne, prawda? Tu jest tak pięknie. Wszyscy sa uśmiechnięci, życzliwi... Jednak po chwili uświadomiłam sobie, że idealnie nie jest. Nęka mnie Lenore... Nie czuję się bezpiecznie w pierwszym wymiarze, a powinno tak byc. Mieszkałam tam całe życie, nie mogę przestac tam byc. Spłynęła mi łza... Byłam taka zmęczona i smutna. Mimo że na dobrą sprawę dopiero zaczął się dzień. Pomyśłałam, jakim jestem dziwolągiem, nie jestem człowiekiem, wszystko jest takie skomplikowane. Jak ja pogodzę czarodziejskie życie z życiem ludzkim? Poleciały mi kolejne łzy...
- Skarbie, czy ty płaczesz ? - Zatrzymaliśmy się. Otarł mój policzek i przytulił. Odpowiedziałam milczeniem. Patrzyłam się w swoje miętowe trampki. Tak, płakałam. Bałam się życ, czułam, że moje życie się nie ułoży. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że mam ogromne problemy.
- Wszystko będzie dobrze. - próbował mnie pocieszyc. Spojrzałam mu w oczy. W jego oczach widac było smutek.
- Nie czuję się tam bezpiecznie. Tu jest zupełnie inaczej... - powiedziałam do Erika.
- Kupimy nasz własny dom? - Erik zapytał się ni stąd, ni zowąd.
- Ale że jak... ? - zdezorientowana obejrzałam się dookoła.
- Tu, w drugim wymiarze. Tu mieszka mój dziadek, pomógłby nam, musisz go poznac.
- Chętnie, ale gdzie on jest? Jak ta kraina się nazywa tak w ogóle? I jak ty chcesz ten dom kupic ?
- Kraina nazywa się Faeriewall. Mój dziadek mieszka w części północnej. Aby do niej przejśc, musimy się teleportowac, bo jest dosc daleko. Gotowa?
-No ok, gotowa.
Złapał mnie za drugą rękę i wypowiedział dziwne słowa. Zobaczyłam jak szybko się wszystko przesuwa i znaleźliśmy się w środku jakiegoś miasta. Wszędzie chodziły czarodziejki ze skrzydłami, starsze i młodsze. Były też bez skrzydeł, jednak było ich naprawdę niewiele. Sporo było też czarodziejów. Wyglądali jak my! Kraina była bardzo podobna do naszej, jedynie nie było tu czegos takiego jak tramwaje itp. Były samochody, chyba, ale bez kół. Wszystko takie magiczne.
-Gdzie my jesteśmy?
- Tam, gdzie ci powiedziałem. Ta dzielnica nazywa się Navire. Mój dziadek mieszka w budynku na końcu ulicy. Idziemy?
- Okej ...
Ruszyliśmy przez miasto. Pełno tu było czarodziejów. Pomyślałam o tym, co wcześniej mówił Erik - czy kupimy dom. Nie zrozumiałam do końca, o co mu chodziło, czy kupic dom w realu, czy tutaj, zresztą mamy dużo czasu jeszcze, żeby myślec o takich rzeczach. Dochodziliśmy już powoli do końca drogi. Im bliżej domu dziadka Erika, tym mniej osób spotykaliśmy. Gdy dotarliśmy, zapytałam się:
- Twój dziadek tu jest ?
- Tak, musicie się poznac. W końcu jesteś moją narzeczoną magiczną.
Weszliśmy na posesję. Pełno było drzew, to chyba był sad. W głębi znajdował się mały domek. Erik zapukał do drzwi. Po chwili drzwi się otworzyły i zobaczyliśmy starszego pana.
- Oo, Erik! Witaj! A kim jest ta młoda panienka? Witajcie! - przywitał nas dziadek. - Wejdźcie.
- To moja ...
- Żona? Erik, no gratulacje! Siadajcie wygodnie. - przerwał mu.
- Jeszcze nie, to moja narzeczona. - z dumą powiedział Erik. - Planujemy kupic dom w Faeriewall.
- Wspaniale! Dumny jestem z ciebie, wnusiu! - zachwycił się dziadek. - Och, nie poznaliśmy się! Jestem Edward Mahire, dziadek Erika.
- Ja jestem Lizabette Vardequilera.
- Ja pójdę po jakieś słodkości... - zniknął w kuchni.
- Fajny ten twój dziadek, miły. - szepnęłam do Erika.
- Erik! - zawołał dziadek.
- Poczekaj. - powiedział do mnie Erik i poszedł do kuchni.
*** z punktu widzenia Erika ***
Wszedłem do kuchni. Dużo się pozmieniało, choc niedawno tu byłem. Dziadek zamknął drzwi.
- Erik, chciałbym się ciebie zapytac o kilka ważnych rzeczy. - zaczął.
- Słucham?
- Czy ta Lizabette jest człowiekiem? Od kiedy ją znasz, w czasie ludzkim?
- Nie, jest czarodziejką, mieszka w pierwszym wymiarze. Znamy się od jakiegoś 1,5 tygodnia. Jednak bardzo ją kocham.
- Wnusiu, nie uważasz , że za szybko poprosiłeś ją? Miałeś jeszcze tyle czasu. A tak w ogóle, czy planujecie miec faeries ?- Na razie nie. - Myślałem o tym wielokrotnie, jednak to jest bez sensu. Musielibyśmy mieszkac już na stałe w Faeriewall, bo byłyby komplikacje przy dokumentach w pierwszym wymiarze.
- Chodźmy. - poszliśmy z powrotem do dużego pokoju.
*** z punktu widzenia Lizabette ***
Zauważyłam, że gdy jestem w drugim wymiarze, mój telefon wariuje, zatrzymuje się w nim zegar i brak zasięgu. Wrócili. Rozmawialiśmy jeszcze długo o tym, jak się poznaliśmy z Erikiem, o obozie, o Lenore. W końcu trzeba było się pożegnac.
- Odwiedźcie mnie kiedyś jeszcze! Bardzo mi było miło! Do widzenia!
- Do widzenia. - pożegnaliśmy się i wyszliśmy.
Szliśmy, trzymając się za ręce. Wszystko wydawało się takie proste. Kupimy sobie tu dom, będziemy tu mieszkac... Nasze życie jest chyba idealne, prawda? Tu jest tak pięknie. Wszyscy sa uśmiechnięci, życzliwi... Jednak po chwili uświadomiłam sobie, że idealnie nie jest. Nęka mnie Lenore... Nie czuję się bezpiecznie w pierwszym wymiarze, a powinno tak byc. Mieszkałam tam całe życie, nie mogę przestac tam byc. Spłynęła mi łza... Byłam taka zmęczona i smutna. Mimo że na dobrą sprawę dopiero zaczął się dzień. Pomyśłałam, jakim jestem dziwolągiem, nie jestem człowiekiem, wszystko jest takie skomplikowane. Jak ja pogodzę czarodziejskie życie z życiem ludzkim? Poleciały mi kolejne łzy...
- Skarbie, czy ty płaczesz ? - Zatrzymaliśmy się. Otarł mój policzek i przytulił. Odpowiedziałam milczeniem. Patrzyłam się w swoje miętowe trampki. Tak, płakałam. Bałam się życ, czułam, że moje życie się nie ułoży. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że mam ogromne problemy.
- Wszystko będzie dobrze. - próbował mnie pocieszyc. Spojrzałam mu w oczy. W jego oczach widac było smutek.
piątek, 29 marca 2013
12
- W takim razie będę musiał znowu się umyc ... - powiedział Aleks.
- To spadaj brudasie! - powiedział Erik i ze śmiechem zepchnął go z beli . Mrugnęli do siebie i spojrzeli się na mnie .
- Dobrej zabawy życzę ... - i poszedł.
- O co wam b? - zapytałam.
- Jesteś moja. - pocałował mnie.
- No dobra, ale po co to wam było? - nie dawałam za wygraną.
- Nie wiem. - pocałował mnie jeszcze raz.
- Chodźmy na górę...
- Ok ! - zaniósł mnie do pokoju na górze. Czasami nie mogę uwierzyc, że go spotkałam... On jest taki zajebisty!
- To spadaj brudasie! - powiedział Erik i ze śmiechem zepchnął go z beli . Mrugnęli do siebie i spojrzeli się na mnie .
- Dobrej zabawy życzę ... - i poszedł.
- O co wam b? - zapytałam.
- Jesteś moja. - pocałował mnie.
- No dobra, ale po co to wam było? - nie dawałam za wygraną.
- Nie wiem. - pocałował mnie jeszcze raz.
- Chodźmy na górę...
- Ok ! - zaniósł mnie do pokoju na górze. Czasami nie mogę uwierzyc, że go spotkałam... On jest taki zajebisty!
***
Kiedy wszyscy się już położyli do łóżek, ja i Erik jeszcze nie spaliśmy. Ja się bałam zasnąc, a Erik powiedział, że będzie przy mnie czuwał.
- Śpij, ja tu jestem. - siedziałam na jego łóżku, bałam się.
- Nie, ty śpij, ja cię obudzę, jak będzie coś nie tak. - Nie chciałam, żeby przeze mnie był niewyspany.
- Moim zadaniem jest cię chronic, i tak będzie. - przytuliłam się do niego. Zamknęłam na chwilę oczy, byłam taka zmęczona... Nagle poczułam taki ból na całym ciele, jakby ktoś zdzierał ze mnie skórę.
- Boze ! - krzyknęłam. -Erik !
Giniesz ...
- Lenore mnie zabija ... Słyszałam że ginę !
- Już wszystko dobrze... Zapowiada się na nieprzespaną noc ... - przytulił mnie i muskał delikatnie mój policzek.
***
Spojrzałam się na zegarek. Była 3 nad ranem. Masakra. Erik śpi. Pewnie zasnął. Ja się boję. Całą noc siedziałam na fejsie na telefonie. Oczy mam chyba jak zapałki ... Usłyszałam kroki. Otworzyły się drzwi... Przestraszyłam się, nikogo tam nie było.
- Erik, Erik! - obudziłam go. - Drzwi się otworzyły, słyszałam kroki...
- Pójdę je zamknąc. - już miał wstac, kiedy usłyszeliśmy szept za nami:
- Już po was...
11
Kiedy zbliżała się godzina 18, wracaliśmy już do stadniny. Mieliśmy do pokonania 8 kilometrów przez łąki. Miałam ciągłe kłucie w plecach. Pomyślałam, że pewnie się niedługo uskrzydlę, bo co to innego by oznaczało. Jednak po kilkunastu minutach ból był nie do zniesienia.
- Ile jeszcze drogi? - zapytałam się.
- Już niedaleko. Powinniśmy byc za pół godziny na miejscu. - odpowiedziała pani Lilianna.
Większośc drogi przebyliśmy w milczeniu, od czasu do czasu ktoś się pytał o drogę. Kiedy wreszcie dojechaliśmy, byliśmy tak zmęczeni, że ledwo co rozsiodłaliśmy konie. Kiedy je tam w miarę ogarneliśmy, posprzątaliśmy stajnię, poszliśmy na górę na kolację.
- Ja już idę się myc - powiedziała Aneta po kolacji.
- Pozmywasz, Tanya ? - zapytała się pani Roxanne.
- Okej. - Tanya nie była aż tak zmęczona,ona zresztą lubi zmywac. Dziwne.
- To ja idę się myc na dół - powiedział Aleks.
Nie było więcej łazienek, więc ja i Erik zostaliśmy sami w pokoju. Fajnie, czy nie fajnie, masakrycznie, bo ciągle bolały mnie te pieprzone plecy. Wszyscy się rozeszli, a my z Erikiem usiedliśmy na jego łóżku.
- Dalej cię boli ? - zapytał, odsłaniając moje plecy.
- Noo... Nic tam nie ma ? To jest normalne?
- No niezbyt, bo jak tworzą się skrzydła, boli tuż przed wyjściem płatków, i to nie jest duży ból. A u ciebie nic nie widzę. - odpowiedział. - Poczaruję cię, powinno chociaż na chwilę przestac bolec.
- Dzięki.- poczułam mrowienie, przyjemne, kiedy nagle zadziałało i przestało bolec. - Już nie boli.
- Kiedy się wybierzemy do drugiego wymiaru ? Tak sami? - zapytał, całując mnie.
- Może byc jutro rano, jeśli chcesz.
- W takim razie musimy wyjśc koło 5 rano - zaśmiał się i podszedł do wyłacznika swiatla.
- Gasisz ? Czeemu.. ? - zdziwiłam sie.
- Bo temu ! - zgasił i skoczył na mnie, całując mnie namiętnie. Czułam zapach jego perfum. Nasze ciała złączyły się i tylko ta chwila liczyła się dla nas.
- Ile jeszcze drogi? - zapytałam się.
- Już niedaleko. Powinniśmy byc za pół godziny na miejscu. - odpowiedziała pani Lilianna.
Większośc drogi przebyliśmy w milczeniu, od czasu do czasu ktoś się pytał o drogę. Kiedy wreszcie dojechaliśmy, byliśmy tak zmęczeni, że ledwo co rozsiodłaliśmy konie. Kiedy je tam w miarę ogarneliśmy, posprzątaliśmy stajnię, poszliśmy na górę na kolację.
- Ja już idę się myc - powiedziała Aneta po kolacji.
- Pozmywasz, Tanya ? - zapytała się pani Roxanne.
- Okej. - Tanya nie była aż tak zmęczona,ona zresztą lubi zmywac. Dziwne.
- To ja idę się myc na dół - powiedział Aleks.
Nie było więcej łazienek, więc ja i Erik zostaliśmy sami w pokoju. Fajnie, czy nie fajnie, masakrycznie, bo ciągle bolały mnie te pieprzone plecy. Wszyscy się rozeszli, a my z Erikiem usiedliśmy na jego łóżku.
- Dalej cię boli ? - zapytał, odsłaniając moje plecy.
- Noo... Nic tam nie ma ? To jest normalne?
- No niezbyt, bo jak tworzą się skrzydła, boli tuż przed wyjściem płatków, i to nie jest duży ból. A u ciebie nic nie widzę. - odpowiedział. - Poczaruję cię, powinno chociaż na chwilę przestac bolec.
- Dzięki.- poczułam mrowienie, przyjemne, kiedy nagle zadziałało i przestało bolec. - Już nie boli.
- Kiedy się wybierzemy do drugiego wymiaru ? Tak sami? - zapytał, całując mnie.
- Może byc jutro rano, jeśli chcesz.
- W takim razie musimy wyjśc koło 5 rano - zaśmiał się i podszedł do wyłacznika swiatla.
- Gasisz ? Czeemu.. ? - zdziwiłam sie.
- Bo temu ! - zgasił i skoczył na mnie, całując mnie namiętnie. Czułam zapach jego perfum. Nasze ciała złączyły się i tylko ta chwila liczyła się dla nas.
***
Kiedy nagle zapaliło się światło, odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.
- Uhuhu, patrzę, że tu się nieźle dzieje ! - śmiał się Aleks.
- No a jak ! - dopowiedział Erik, a ja się zawstydziłam . Rozczochrane włosy, bluza na pół ściągnięta. Spoko.
Aleks usiadł przy nas.
- Teraz? - zapytał się Erika, mrugając.
- Yyy, o co wam chodzi ? - zapytałam zdezorientowana, gdy nagle Erik krzyknął:
- Teraz ! - złapali mnie i dosłownie porwali.
Zbiegli na dół do stajni .
- Ejejeje , postawcie mnie ! - próbowałam się wyrwac , choc ciekawa byłam , co ze mną zrobią .
Otóż wrzucili mnie do siana xdd Erik dodatkowo posypał mnie owsem , a jak! Hehehe.
- Heej... - rzucałam w nich sianem xd
czwartek, 27 grudnia 2012
10
Wyjechaliśmy koło siódmej trzydzieści. I zaczęło się piekło. Stępowaliśmy, jechałam w środku. Nagle koń stanął mi dęba i spadłam. Przez Lenore - wystraszyła mi konia. Kilkanaście minut później wibrował mi telefon. Pisało tam 'Nieznany". Pomyślałam, że to na pewno nie jest ważne, więc nie odbierałam. Jednak dzwonił bardzo długo, więc zatrzymaliśmy się i odebrałam. I usłyszałam tylko to:
Zginiesz dziś w nocy.
Spojrzałam się na Tanyę z przerażeniem. Przekazałam jej magią wiadomośc. Podjechała bliżej do mnie i zapytała cicho:
- Żartujesz? - była bardzo zdziwiona.
- Nie żartuję... Boję się... - Lenore powraca? Niemożliwe.
- Nie możemy tego zlekceważyc. Będziemy nad tobą czuwac, nic ci się nie stanie. - Podjechała do Erika i powiedziała o tym mu.
- Ruszamy? No ludzie... - panie się niecierpliwiły.
- Możemy już jechac. - powiedziałam.
Ustawiliśmy się w tej samej kolejności. To dobrze, że przede mną była Tanya, za mną Erik. Byli blisko, w razie gdyby coś się stało. Próbowałam się skupic na drodze, ale z trudem mi to szło. Nagle usłyszałam w głowie szum, taki dziwny... i te same słowa, co powiedziała Lenore przez telefon. Poczułam, jak drży mi ręka, tak jakby "miała" drgawki. Potem zaczęła mnie piec, że aż musiałam kierowac jedną ręką.
Ból był nie do zniesienia. Starałam się jakoś to zlekcewazyc, ale nie dałam rady. Kiedy mieliśmy postój i zsiedliśmy z koni, myślałam, że to może coś w stylu skurczu, rozmasowywałam ją, ale zaczęła piec mnie druga ręka! Podeszłam do Erika i Tanyi.
- Bolą mnie dziwnie ręce... - Wyprostowałam je, by sprawdzic, czy drżą. Drżały chyba bardziej niż u osoby z Parkinsonem! Zrobiło mi się słabo, usiadłam na trawie. Znowu ten szum, znowu te słowa...
Sytuacja powtarzała się ciągle, na całym rajdzie. Koło czternastej pojechaliśmy na obiad do naszej stadniny. Konie odpoczęły godzinę, niedługo potem znów ruszyliśmy dalej, tyle że na oklep. Jechaliśmy przez rzeczkę, woda sięgała nam do łydek. Stanęliśmy na chwilę, konie chciały się napic. Spojrzałam się wtedy na wodę przy mnie. Byłą tam fioletowa plama... Podniosłam nogę z tamtego miejsca...
- Lizabette! Spójrz na swoją stopę! - powiedziała do mnie Aneta.
Na stopie, tam gdzie biegnie żyła, wiecie... tam była linia, intensywnie fioletowa i wypływała z niej ciecz o takim samym kolorze.
***
-Lizabette ? - powiedział Erik
- Yhm, tak .. ? - miałam przywidzenie z tą plamą. Ciągle się boję, że coś się ze mną stanie tej nocy...
- Wszystko w porządku? Wyglądasz na zdenerwowaną. - Erik się martwił.
- No niezbyt... Podjedź do mnie, coś ci powiem.
- Boisz się Lenore ? Będę przy tobie teraz ciągle, nic ci się nie stanie. - Uśmiechnął się, chociaż sam trochę się bał, z Lenore to nigdy nic nie wiadomo.
- Trochę... Dzięki. Kocham cię . - pocałowałam go.
Zginiesz dziś w nocy.
Spojrzałam się na Tanyę z przerażeniem. Przekazałam jej magią wiadomośc. Podjechała bliżej do mnie i zapytała cicho:
- Żartujesz? - była bardzo zdziwiona.
- Nie żartuję... Boję się... - Lenore powraca? Niemożliwe.
- Nie możemy tego zlekceważyc. Będziemy nad tobą czuwac, nic ci się nie stanie. - Podjechała do Erika i powiedziała o tym mu.
- Ruszamy? No ludzie... - panie się niecierpliwiły.
- Możemy już jechac. - powiedziałam.
Ustawiliśmy się w tej samej kolejności. To dobrze, że przede mną była Tanya, za mną Erik. Byli blisko, w razie gdyby coś się stało. Próbowałam się skupic na drodze, ale z trudem mi to szło. Nagle usłyszałam w głowie szum, taki dziwny... i te same słowa, co powiedziała Lenore przez telefon. Poczułam, jak drży mi ręka, tak jakby "miała" drgawki. Potem zaczęła mnie piec, że aż musiałam kierowac jedną ręką.
Ból był nie do zniesienia. Starałam się jakoś to zlekcewazyc, ale nie dałam rady. Kiedy mieliśmy postój i zsiedliśmy z koni, myślałam, że to może coś w stylu skurczu, rozmasowywałam ją, ale zaczęła piec mnie druga ręka! Podeszłam do Erika i Tanyi.
- Bolą mnie dziwnie ręce... - Wyprostowałam je, by sprawdzic, czy drżą. Drżały chyba bardziej niż u osoby z Parkinsonem! Zrobiło mi się słabo, usiadłam na trawie. Znowu ten szum, znowu te słowa...
Sytuacja powtarzała się ciągle, na całym rajdzie. Koło czternastej pojechaliśmy na obiad do naszej stadniny. Konie odpoczęły godzinę, niedługo potem znów ruszyliśmy dalej, tyle że na oklep. Jechaliśmy przez rzeczkę, woda sięgała nam do łydek. Stanęliśmy na chwilę, konie chciały się napic. Spojrzałam się wtedy na wodę przy mnie. Byłą tam fioletowa plama... Podniosłam nogę z tamtego miejsca...
- Lizabette! Spójrz na swoją stopę! - powiedziała do mnie Aneta.
Na stopie, tam gdzie biegnie żyła, wiecie... tam była linia, intensywnie fioletowa i wypływała z niej ciecz o takim samym kolorze.
***
-Lizabette ? - powiedział Erik
- Yhm, tak .. ? - miałam przywidzenie z tą plamą. Ciągle się boję, że coś się ze mną stanie tej nocy...
- Wszystko w porządku? Wyglądasz na zdenerwowaną. - Erik się martwił.
- No niezbyt... Podjedź do mnie, coś ci powiem.
- Boisz się Lenore ? Będę przy tobie teraz ciągle, nic ci się nie stanie. - Uśmiechnął się, chociaż sam trochę się bał, z Lenore to nigdy nic nie wiadomo.
- Trochę... Dzięki. Kocham cię . - pocałowałam go.
środa, 26 grudnia 2012
9
Fajnie... Podsumowując dzisiejszy dzień, aż cholera mnie bierze. No, nafukałam się na wszystkich dzisiaj, w ogóle byłam dla wszystkich niemiła. Aneta mnie też powkurzała, nie wiem... Aż nie chce mi się tego wszystkiego pisac. Zaraz chyba pójdę spac, bo już 23:53. Hehe. Wracałam akurat do pokoju ze stajni, ostatnia oczywiście. I otworzyłam drzwi. Dziwne, wszyscy poszli przede mną, a światło zgaszone. Zapaliłam i rozległo się:
- Sto lat, sto lat... - i tak dalej ;).
Dostałam "końskie" kolczyki, karnet na dziesięc jazd i bluzkę z logo stajni. Byłam baardzo zaskoczona. Dziękuję, dziękuję.
- Sto lat, sto lat... - i tak dalej ;).
Dostałam "końskie" kolczyki, karnet na dziesięc jazd i bluzkę z logo stajni. Byłam baardzo zaskoczona. Dziękuję, dziękuję.
***
Dzisiaj jest 29 lipca. Właściwie to nic szczególnego się nie dzieje. Zwykły obóz... Jednak ostatnio mam koszmary z Lenore. Wiem, że jej nie ma i nie będzie, i nie zagraża nikomu, ale cały czas boję się, że ona powróci. Dzisiaj fajny dzień, jedziemy na mały rajd, bo obudziliśmy się o szóstej i będziemy jeździc po okolicy. No oczywiście nie cały czas. Wrócimy koło dwudziestej. Spoczko. Wszyscy podekscytowani poszliśmy na śniadanie. Usiadłam w samym środku, obok mnie był Erik i była Tanya. Naprzeciwko Aleks i Aneta, po bokach pani Lilianna i pani Roxanne. Wszyscy akurat pałaszowaliśmy jajecznicę, kiedy zobaczyłam ją. Lenore.
Szła w moim kierunku, patrzyła się na mnie z nienawiścią. Poczułam, że kapią mi łzy, upadł mi widelec.
- Lizabette, wszystko w porządku? - zapytała pani Lilianna.
Wróciłam do rzeczywistości.
- Tak...
Kiedy skończyliśmy śniadanie, zbieraliśmy rzeczy i szykowaliśmy konie. Mi została przydzielona teraz Antygona. Czyściłam ją przy koniowiązie. Obok mnie była Tanya. Miała Lilię. Spojrzałam, że ktoś odwiązuje Antygonę i ją straszy. To była... Lenore.
- Zostaw ją! - krzyknęłam w kierunku Lenore. Zniknęła! Aj, tak naprawdę jej tam nie było, krzyczałam do powietrza.
- Liz, dobrze się czujesz? - Tanya spojrzała na mnie jak na wariatkę.
Ktoś podszedł mnie od tyłu! Poczułam się jak rażona paralizatorem, upadłam na ziemię, trzęsąc się. Krzyczałam: "Zostaw mnie, daj mi spokój", co wywołało zamieszanie. Pani Roxanne podeszła do mnie.
- Lizabette, zwariowałaś? - Zaczęła się śmiac. - Straszysz konie, uspokój się...
- Ale... - obejrzałam się dookoła. - Ona mi robi krzywdę!
- Kto? Antygona? - była zdezorientowana.
- Nie... - Tanya szturchnęła mnie łokciem. - Przepraszam, przywidziało mi się coś... Już nie będę krzyczec.
Tanya podeszła do mnie bliżej i zaczęła wypytywac.
- Co ci jest? Masz wizje? - chyba tylko ona zrozumiała o co chodzi.
- Tak... Lenore... ona mnie prześladuje... - zaczęłam płakac.
- Nie płacz... Jej nie ma... Ona nie ma prawa tu by, to jest niemożliwe...
- Ale ona chciała mi zrobic krzywdę... chciała mnie zabic.
Kiedy skończyliśmy śniadanie, zbieraliśmy rzeczy i szykowaliśmy konie. Mi została przydzielona teraz Antygona. Czyściłam ją przy koniowiązie. Obok mnie była Tanya. Miała Lilię. Spojrzałam, że ktoś odwiązuje Antygonę i ją straszy. To była... Lenore.
- Zostaw ją! - krzyknęłam w kierunku Lenore. Zniknęła! Aj, tak naprawdę jej tam nie było, krzyczałam do powietrza.
- Liz, dobrze się czujesz? - Tanya spojrzała na mnie jak na wariatkę.
Ktoś podszedł mnie od tyłu! Poczułam się jak rażona paralizatorem, upadłam na ziemię, trzęsąc się. Krzyczałam: "Zostaw mnie, daj mi spokój", co wywołało zamieszanie. Pani Roxanne podeszła do mnie.
- Lizabette, zwariowałaś? - Zaczęła się śmiac. - Straszysz konie, uspokój się...
- Ale... - obejrzałam się dookoła. - Ona mi robi krzywdę!
- Kto? Antygona? - była zdezorientowana.
- Nie... - Tanya szturchnęła mnie łokciem. - Przepraszam, przywidziało mi się coś... Już nie będę krzyczec.
Tanya podeszła do mnie bliżej i zaczęła wypytywac.
- Co ci jest? Masz wizje? - chyba tylko ona zrozumiała o co chodzi.
- Tak... Lenore... ona mnie prześladuje... - zaczęłam płakac.
- Nie płacz... Jej nie ma... Ona nie ma prawa tu by, to jest niemożliwe...
- Ale ona chciała mi zrobic krzywdę... chciała mnie zabic.
wtorek, 25 grudnia 2012
8
Ściemniło się. Tanya z Aleksem, chichocząc, poszli na dół do stajni. Było już po kolacji. Wszyscy kładli się spac, nikogo tam nie było. Ogromna ochota mnie naszła, żebym ich obserwowała. Hahaha, nie wiem po co, ale rzeczywiście poszłam tam za nimi, oczywiście w taki sposób, że tego nie zauwazyli. Poszli do ostatniego, pustego boksu. Ja schowałam się w boksie Kwadry, był duży i zresztą niedaleko, i nadsłuchiwałam. Oj, brzydko tak. Ale nie mogłam się powstrzymac. Słyszałam różne dziwne odgłosy, burczenie? Skrzypienie, takie dziwne. Tanya zaczęła krzyczec! My godness. Zwiałam stamtąd. Drzwi zaskrzypiały, gdy je otwierałam, i usłyszałam głos Aleksa:
- O ku..., ktoś tu jest! - I zagęściłam ruchy. Wpadłam do pokoju, trochę nie bardzo, bo było już zgaszone światło. No, każdy był już w piżamie, ja też, więc już nie musiałam hałasowac. Usiadłam na brzegu łóżka i nie wytrzymałam.
- Aaaauu! - Wstałam jak oparzona. Właściwie to chyba tysiąc pinesek powbijało mi się w tyłek. - Kto to zrobił, do cholery!
Opowiedziała mi cisza.
- No weźcie się przyznajcie! Nie wierzę w cza... - chciałam podpuścic Erika, wiedziałam że nie śpi.
- Nie mów tego! - krzyknął.
- No to kto to zrobił? Zapal światło, bo muszę te pineski powyjmowac, masakra.
Erik zapalił światło i pomógł pozbierac mi pozostałe pineski z łóżka. Słyszałam stłumiony śmiech Anety.
- Aneta, ty jesteś porąbana! Ja ci pokażę... - bulwers totalny. Myślałam, że ją dosłownie rozszarpię. Posmarowałam się żelem i połozyłam się spac.
Zasnęłam, ale chyba nie na długo. Usłyszałam, jak Aleks wraca. Sam. Przestraszyłam się i miałam trochę wyrzuty sumienia, że nic nie zrobiłam. Ale Tanya przyszła spowrotem i odetchnęłam z ulgą.
- O ku..., ktoś tu jest! - I zagęściłam ruchy. Wpadłam do pokoju, trochę nie bardzo, bo było już zgaszone światło. No, każdy był już w piżamie, ja też, więc już nie musiałam hałasowac. Usiadłam na brzegu łóżka i nie wytrzymałam.
- Aaaauu! - Wstałam jak oparzona. Właściwie to chyba tysiąc pinesek powbijało mi się w tyłek. - Kto to zrobił, do cholery!
Opowiedziała mi cisza.
- No weźcie się przyznajcie! Nie wierzę w cza... - chciałam podpuścic Erika, wiedziałam że nie śpi.
- Nie mów tego! - krzyknął.
- No to kto to zrobił? Zapal światło, bo muszę te pineski powyjmowac, masakra.
Erik zapalił światło i pomógł pozbierac mi pozostałe pineski z łóżka. Słyszałam stłumiony śmiech Anety.
- Aneta, ty jesteś porąbana! Ja ci pokażę... - bulwers totalny. Myślałam, że ją dosłownie rozszarpię. Posmarowałam się żelem i połozyłam się spac.
Zasnęłam, ale chyba nie na długo. Usłyszałam, jak Aleks wraca. Sam. Przestraszyłam się i miałam trochę wyrzuty sumienia, że nic nie zrobiłam. Ale Tanya przyszła spowrotem i odetchnęłam z ulgą.
***
Rano podeszłam do Tanyi, przed śniadaniem, i zapytałam się:
- Ty miałaś już skrzydła? - zaciekawiło mnie to w sumie, bo nigdy mi o tym nie wspomniała. Ale nie odpowiedziała. - Tanya!
- Co?
- Miałaś już skrzydła?
- Ty idziesz do stajni od razu po śniadaniu?
- Nie, przebiorę się, ale odpowiedz mi na pytanie.
- A w co się ubierasz na jazdę? - widac było, że próbuje zmienic temat.
- W ciuchy! Tanya, odpowiedz mi!
- Nie chce mi się, o kuuurde... - usiadła.
- Co ci jest? Źle się czujesz?
- Nie... Fuck! - pobiegła do łazienki.
Zmartwiłam się trochę. Chyba coś jej po prostu zaszkodziło...
Po śniadaniu poszłam do stajni, kiedy złapał mnie Erik.
- No hej, czemu się do mnie nie odzywasz. Ani cześc, ani dzień dobry, ani pocałuj w dupę. Hahaha.
- Cześc. - chciałam przejśc, ale blokował mi drogę. - Mogę przejśc?
- Nie... - Chciał mnie przytulic, ale odepchnęłam go. Nie wiem dlaczego. Chyba nie mam dzis humoru. Poczułam, jak wszystko we mnie wezbrało. Moce chyba wróciły. Machnęłam ręką w kierunku worka ze szczotkami Kwadry. Uniósł się i już miał do mnie przyleciec, kiedy Erik przeszkodził mi, teleportując się i zagradzając mi dostęp magii do woreczka.
- Erik! - wkurzyłam się.
- Co ty taka zdenerwowana? Liz... - podał mi worek. Wzięłam go i wyszłam, zamykając drzwi przed jego nosem. Trochę nieuprzejmie się zachowałam, ale naprawdę dziwnie się czułam, byłam wściekła na wszystko. Może przez Tanyę? A może przez moce? Tam wiadomo...?
Dzisiaj to jest czwarty dzień tego turnusu. Za trzy dni koniec. Z Erikiem będę się pewnie widywac codziennie, z Tanyą nie wiem, a z resztą chyba w ogóle nie będę. Podeszłam do Kwadry i zaczęłam ją czyścic.
- Mam brudny brzuch.
- Kto ma brudny brzuch? - zdziwiłam się, bo nie rozpoznałam w ogóle głosu. Jak to brudny brzuch?
- Ja. - Znowu ten sam głos. Odwaliło mi chyba, bo podejrzewałam Kwadrę.
- Kto? - spojrzałam się na Kwadrę. A ona odpowiedziała ponownie:
- Ja! - przestraszyłam się, że będzie zamieszanie, więc uciszyłam ją zaklęciem.
Wyszykowaliśmy wszyscy konie. Okazało się, że jedziemy w teren. Wsiadłam na Kwadrę, miałam jechac przedostatnia. Wszyscy ruszyli, a ja wręcz waliłam Kwadrę łydkami, a ona nic. Uderzyłam ją wodzami w łopatkę, jednocześnie dając mocny sygnał. A ta mi zaczęła podbijac się do dęba! Popuściłam wodze, dałam ponownie sygnał i znowu to samo. Ale nie, ruszyła się. Tyle że "tańcowała" mi po placu, ciągałam ją za wodze, a ona stanęła mi dęba. Pani Roxanne zsiadła z Antygony i podeszła do mnie. Próbowała ją ogarnąc, a Kwadra jeszcze gorzej reagowała. Postanowiłyśmy, że terenu nie będzie, bo nie ma konia dla mnie, będzie zwykła jazda na ujeżdżalni.
Aneta siedziała przy ujeżdżalni, powiedziała, że odda mi konia, nie chce się jej. Wsiadłam. Ona pobiegła do domu po coś. Pani Lilianna powiedziała, że teraz Aneta będzie jeździc. Nie wiem, miała mnie jeździc, no ale ok. Widziałam, jak chowa coś pod kocem, na którym siedziała na ujeżdżalni patrząc się na nas. Usiadłam tam i pomyślałam sobie, że to chyba jakaś książka. Odkryłam koc, gdy nie widziała. Zdziwł mnie tytuł tej książki. Była bardzo gruba i pisało tam wszystko o czarodziejkach. Tak jak encyklopedia o koniach, o państwach europejskich... Wszystko realistyczne. Była założona na temacie "Ciąża". Obawiałam się, że Aneta w coś uwierzyła, bo to jest poradnik dla czarodziei. Zdziwiłam się... Pisało tam coś takiego:
Pierwszymi objawami ciąży u faery są m.in nudności, częste oddawanie moczu, bóle brzucha, silny ból w plecach utrzymujący się przez kilka dni, ogólne osłabienie, ale przede wszystkim najważniejszym objawem jest powolne odpadanie skrzydeł. Po całkowitym odskrzydleniu występują nudności i zawroty głowy. Często pojawiają się napady wściekłości. ...
Wezmę tą książkę, mam w dupie, że Aneta się wkurzy. Chcę przeczytac niektóre tematy, bo mam wiele pytań.
Po jeździe Aleks z Anetą sprzątali w stajni, a ja, Erik i Tanya siedzieliśmy w pokoju. Czekaliśmy na obiad. Ja sobie czytałam tą książkę. I nagle Tanya zaczęła się drzec.
- Ja pierdzielę, ktoś mi zajumał skarpetki! Fuck and shit, co za maasakra! - darła się okropnie, w końcu przycichła i powiedziała spokojnie - A, tutaj są.
I znowu poleciała do kibla. Zawołali nas na obiad. Chciałam umyc ręce, ale w łazience była Tanya. Zapytałam sie, kiedy wyjdzie, bo już obiad, a ona odpowiedziała ledwo, że zaraz i chyba zwymiotowała, bo usłyszałam. Aj. Poszłam umyc ręce do kuchni na dół. Przyszłam potem na obiad, zjedliśmy, pozmywaliśmy i poszliśmy odpocząc do pokoju. Potem miały byc podchody :). Wysłałam smsa do mamy, że wszystko ok. Nie pisałam o tym, ale ogólnie kontaktuję się z nią. Ktoś zadzwonił do Anety. Chyba jej chłopak:
- No heej kotku. ... Mhm. ... Nie, tu sami chłopacy, spokojnie. ... A nudy. Tęsknię za tobą. ... Kocham cię, paa! - odłozyła słuchawkę od ucha i jeszcze było słychac "Ja ciebie też, pa" jej rozmówcy. Nie byłoby dla mnie to nic specjalnego, gdyby nie fakt, że rozmawiała z dziewczyną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)