wtorek, 25 grudnia 2012

8

Ściemniło się. Tanya z Aleksem, chichocząc, poszli na dół do stajni. Było już po kolacji. Wszyscy kładli się spac, nikogo tam nie było. Ogromna ochota mnie naszła, żebym ich obserwowała. Hahaha, nie wiem po co, ale rzeczywiście poszłam tam za nimi, oczywiście w taki sposób, że tego nie zauwazyli. Poszli do ostatniego, pustego boksu. Ja schowałam się w boksie Kwadry, był duży i zresztą niedaleko, i nadsłuchiwałam. Oj, brzydko tak. Ale nie mogłam się powstrzymac. Słyszałam różne dziwne odgłosy, burczenie? Skrzypienie, takie dziwne. Tanya zaczęła krzyczec! My godness. Zwiałam stamtąd. Drzwi zaskrzypiały, gdy je otwierałam, i usłyszałam głos Aleksa:
- O ku..., ktoś tu jest! - I zagęściłam ruchy. Wpadłam do pokoju, trochę nie bardzo, bo było już zgaszone światło. No, każdy był już w piżamie, ja też, więc już nie musiałam hałasowac. Usiadłam na brzegu łóżka i nie wytrzymałam.
- Aaaauu! - Wstałam jak oparzona. Właściwie to chyba tysiąc pinesek powbijało mi się w tyłek. - Kto to zrobił, do cholery!
Opowiedziała  mi cisza.
- No weźcie się przyznajcie! Nie wierzę w cza... - chciałam podpuścic Erika, wiedziałam że nie śpi.
- Nie mów tego! - krzyknął.
- No to kto to zrobił? Zapal światło, bo muszę te pineski powyjmowac, masakra.
Erik zapalił światło i pomógł pozbierac mi pozostałe pineski z łóżka. Słyszałam stłumiony śmiech Anety.
- Aneta, ty jesteś porąbana! Ja ci pokażę... - bulwers totalny. Myślałam, że ją dosłownie rozszarpię. Posmarowałam się żelem i połozyłam się spac.
    Zasnęłam, ale chyba nie na długo. Usłyszałam, jak Aleks wraca. Sam. Przestraszyłam się i miałam trochę wyrzuty sumienia, że nic nie zrobiłam. Ale Tanya przyszła spowrotem i odetchnęłam z ulgą.
***
Rano podeszłam do Tanyi, przed śniadaniem, i zapytałam się:
- Ty miałaś już skrzydła? - zaciekawiło mnie to w sumie, bo nigdy mi o tym nie wspomniała. Ale nie odpowiedziała. - Tanya!
- Co?
- Miałaś już skrzydła?
- Ty idziesz do stajni od razu po śniadaniu?
- Nie, przebiorę się, ale odpowiedz mi na pytanie.
- A w co się ubierasz na jazdę? - widac było, że próbuje zmienic temat.
- W ciuchy! Tanya, odpowiedz mi!
- Nie chce mi się, o kuuurde... - usiadła.
- Co ci jest? Źle się czujesz?
- Nie... Fuck! - pobiegła do łazienki.
Zmartwiłam się trochę. Chyba coś jej po prostu zaszkodziło...
Po śniadaniu poszłam do stajni, kiedy złapał mnie Erik.
- No hej, czemu się do mnie nie odzywasz. Ani cześc, ani dzień dobry, ani pocałuj w dupę. Hahaha.
- Cześc. - chciałam przejśc, ale blokował mi drogę. - Mogę przejśc?
- Nie... - Chciał mnie przytulic, ale odepchnęłam go. Nie wiem dlaczego. Chyba nie mam dzis humoru. Poczułam, jak wszystko we mnie wezbrało. Moce chyba wróciły. Machnęłam ręką w kierunku worka ze szczotkami Kwadry. Uniósł się i już miał do mnie przyleciec, kiedy Erik przeszkodził mi, teleportując się i zagradzając mi dostęp magii do woreczka.
- Erik! - wkurzyłam się.
- Co ty taka zdenerwowana? Liz... - podał mi worek. Wzięłam go i wyszłam, zamykając drzwi przed jego nosem. Trochę nieuprzejmie się zachowałam, ale naprawdę dziwnie się czułam, byłam wściekła na wszystko. Może przez Tanyę? A może przez moce? Tam wiadomo...?
Dzisiaj to jest czwarty dzień tego turnusu. Za trzy dni koniec. Z Erikiem będę się pewnie widywac codziennie, z Tanyą nie wiem, a z resztą chyba w ogóle nie będę. Podeszłam do Kwadry i zaczęłam ją czyścic.
- Mam brudny brzuch.
- Kto ma brudny brzuch? - zdziwiłam się, bo nie rozpoznałam w ogóle głosu. Jak to brudny brzuch?
- Ja. - Znowu ten sam głos. Odwaliło mi chyba, bo podejrzewałam Kwadrę.
- Kto? - spojrzałam się na Kwadrę. A ona odpowiedziała ponownie:
- Ja! - przestraszyłam się, że będzie zamieszanie, więc uciszyłam ją zaklęciem.
Wyszykowaliśmy wszyscy konie. Okazało się, że jedziemy w teren. Wsiadłam na Kwadrę, miałam jechac przedostatnia. Wszyscy ruszyli, a ja wręcz waliłam Kwadrę łydkami, a ona nic. Uderzyłam ją wodzami w łopatkę, jednocześnie dając mocny sygnał. A ta mi zaczęła podbijac się do dęba! Popuściłam wodze, dałam ponownie sygnał i znowu to samo. Ale nie, ruszyła się. Tyle że "tańcowała" mi po placu, ciągałam ją za wodze, a ona stanęła mi dęba. Pani Roxanne zsiadła z Antygony i podeszła do mnie. Próbowała ją ogarnąc, a Kwadra jeszcze gorzej reagowała. Postanowiłyśmy, że terenu nie będzie, bo nie ma konia dla mnie, będzie zwykła jazda na ujeżdżalni.
Aneta siedziała przy ujeżdżalni, powiedziała, że odda mi konia, nie chce się jej. Wsiadłam. Ona pobiegła do domu po coś. Pani Lilianna powiedziała, że teraz Aneta będzie jeździc. Nie wiem, miała mnie jeździc, no ale ok. Widziałam, jak chowa coś pod kocem, na którym siedziała na ujeżdżalni patrząc się na nas. Usiadłam tam i pomyślałam sobie, że to chyba jakaś książka. Odkryłam koc, gdy nie widziała. Zdziwł mnie tytuł tej książki. Była bardzo gruba i pisało tam wszystko o czarodziejkach. Tak jak encyklopedia o koniach, o państwach europejskich... Wszystko realistyczne. Była założona na temacie "Ciąża". Obawiałam się, że Aneta w coś uwierzyła, bo to jest poradnik dla czarodziei. Zdziwiłam się... Pisało tam coś takiego:
Pierwszymi objawami ciąży u faery są m.in nudności, częste oddawanie moczu, bóle brzucha, silny ból w plecach utrzymujący się przez kilka dni, ogólne osłabienie, ale przede wszystkim najważniejszym objawem jest powolne odpadanie skrzydeł. Po całkowitym odskrzydleniu występują nudności i zawroty głowy. Często pojawiają się napady wściekłości. ...
Wezmę tą książkę, mam w dupie, że Aneta się wkurzy. Chcę przeczytac niektóre tematy, bo mam wiele pytań.
Po jeździe Aleks z Anetą sprzątali w stajni, a ja, Erik i Tanya siedzieliśmy w pokoju. Czekaliśmy na obiad. Ja sobie czytałam tą książkę. I nagle Tanya zaczęła się drzec.
- Ja pierdzielę, ktoś mi zajumał skarpetki! Fuck and shit, co za maasakra! - darła się okropnie, w końcu przycichła i powiedziała spokojnie - A, tutaj są.
I znowu poleciała do kibla. Zawołali nas na obiad. Chciałam umyc ręce, ale w łazience była Tanya. Zapytałam sie, kiedy wyjdzie, bo już obiad, a ona odpowiedziała ledwo, że zaraz i chyba zwymiotowała, bo usłyszałam. Aj. Poszłam umyc ręce do kuchni na dół. Przyszłam potem na obiad, zjedliśmy, pozmywaliśmy i poszliśmy odpocząc do pokoju. Potem miały byc podchody :). Wysłałam smsa do mamy, że wszystko ok. Nie pisałam o tym, ale ogólnie kontaktuję się z nią. Ktoś zadzwonił do Anety. Chyba jej chłopak:
- No heej kotku. ... Mhm. ... Nie, tu sami chłopacy, spokojnie. ... A nudy. Tęsknię za tobą. ... Kocham cię, paa! - odłozyła słuchawkę od ucha i jeszcze było słychac "Ja ciebie też, pa" jej rozmówcy. Nie byłoby dla mnie to nic specjalnego, gdyby nie fakt, że rozmawiała z dziewczyną.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz