- Są dla ucieczki? Tylko? Skoro dla ucieczki, to dlaczego was pociągają? Tanya naopowiadała mi tyle dziwnych rzeczy, a ty praktycznie nic i dlatego się pytam. - Powoli zaczynałam się denerwowac. Pamiętam, kiedy zapytałam się Tanyi, jak się pozby skrzydeł, a ona odpowiedziała, że trzeba zajś w ciążę. Co one mają z tym wspólnego?
- Służą też do rozmnażania. - Odpowiedział po długiej ciszy. - Ale to nie jest fajne. Służy jedynie przetrwaniu gatunku... Nie wiem, jak ci to wyjaśnic. Bo wiesz, jak to jest u ludzi, nie? A my nie jesteśmy ludźmi. Jesteśmy wszyscy jakimiś dziwolągami. Wyrastają wam pióra, nam świecą się oczy. Nie zauważyłaś tego, na pewno, bo noszę soczewki. Jesteśmy inni...
Poczułam, jak poleciała mi łza. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem normalnym człowiekiem, że w ogóle nie jestem człowiekiem. Jestem jakąś istotą z bajek, w które i tak nigdy nie wierzyłam. Ale w to wszystko, co oni mi powiedzieli, uwierzyłam. A może to wszystko kłamstwa?
- A wy mnie nie okłamujecie? Nie wrabiacie? Czary nie istnieją...
Kiedy wypowiedziałam te słowa, przeszył mnie okropny ból. Czułam, że dosłownie zdycham. Paliły mnie plecy, to były męczarnie.
- Lizabette! Odpadają ci pióra! Co ci jest?! - Erik zaczął mną potrząsac. Ja nie byłam w stanie ani złapac oddechu, ani w ogóle coś z siebie wydusic. Wypowiadał w kółko jakieś dziwne słowa, czarował mnie. Zdjął ze mnie tą koszulę. Ja chyba umieram... - Nie masz skrzydeł! Lizabette, co ci jest?! Muszę przywołać Tanyę!
- Służą też do rozmnażania. - Odpowiedział po długiej ciszy. - Ale to nie jest fajne. Służy jedynie przetrwaniu gatunku... Nie wiem, jak ci to wyjaśnic. Bo wiesz, jak to jest u ludzi, nie? A my nie jesteśmy ludźmi. Jesteśmy wszyscy jakimiś dziwolągami. Wyrastają wam pióra, nam świecą się oczy. Nie zauważyłaś tego, na pewno, bo noszę soczewki. Jesteśmy inni...
Poczułam, jak poleciała mi łza. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem normalnym człowiekiem, że w ogóle nie jestem człowiekiem. Jestem jakąś istotą z bajek, w które i tak nigdy nie wierzyłam. Ale w to wszystko, co oni mi powiedzieli, uwierzyłam. A może to wszystko kłamstwa?
- A wy mnie nie okłamujecie? Nie wrabiacie? Czary nie istnieją...
Kiedy wypowiedziałam te słowa, przeszył mnie okropny ból. Czułam, że dosłownie zdycham. Paliły mnie plecy, to były męczarnie.
- Lizabette! Odpadają ci pióra! Co ci jest?! - Erik zaczął mną potrząsac. Ja nie byłam w stanie ani złapac oddechu, ani w ogóle coś z siebie wydusic. Wypowiadał w kółko jakieś dziwne słowa, czarował mnie. Zdjął ze mnie tą koszulę. Ja chyba umieram... - Nie masz skrzydeł! Lizabette, co ci jest?! Muszę przywołać Tanyę!
***
Tanya, szybko, Lizabette umiera! Tanya ruszyła do domu, mówiąc, że idzie do łazienki. Gdy zjawiła się w pokoju, ze mną było naprawdę źle. Słyszałam stłumione głosy, straciłam czucie w kończynach. Dlaczego tak się dzieje!
- Ona jest blada jak papier! Gdzie... Cholera! Odpadły jej pióra! - Tanya okropnie panikowała. Zaczęła histeryzowac. - Lizabette!!! Liz, proszę odezwij się! Ty zaraz umrzesz! Powiedz, że jesteś czarodziejką, uwierz... Erik, czarujmy ją, bo ona umrze!
***
Obudziłam się na swoim łóżku, był ranek. Ominęło mnie ognisko... Chwila, co jest?
- Gdzie moje skrzydła!? - krzyknęłam, ale to był błąd.
- Erik, ona się obudziła! - Tanya podbiegła do mojego łóżka i dotknęła mojego czoła. - Erik!!!
- Już idę! - zerwał się i podbiegł do mnie. - Liz, żyjesz?
- No... O co chodzi? Nie mam skrzydeł! - z jednej strony czułam ulgę, a z drugiej bałam się, ze nie jestem już czarodziejką albo coś mi się stało.
- Jakich skrzydeł, Lizabette, ścisz mordę, ja pier... - Aneta się obudziła i już się na mnie wkurzała. - Jest szósta, daj nam spac!
- Skrzydła ci odpadły. Zaopiekujemy się tobą, ok? Byc może straciłaś moce... - Tanya szeptała, prawie płakała.
- Dlaczego? - chciałam się dowiedziec, dlaczego miałam taki atak.
- Bo straciłaś wiarę w swoją moc. To jest zabójcze. Dobrze, że byłem z tobą... - Erik był bardzo przejęty. Machnął ręką, wyczarował taki naszyjnik... Założył mi go na szyję. - Masz. Ja i Tanya przybiegniemy do ciebie, gdy będzie z tobą źle. Dostaniemy sygnał od tego naszyjnika. Lepiej, żebyś jeszcze spała, jesteś wykończona.
- Nie chcę spac. Opowiedzcie mi, co się wczoraj ze mną działo, bo prawie nic nie pamiętam.
- Siedziałaś z Erikiem na górze, ja byłam z resztą na ognisku. Podobno powiedziałaś, że nie jesteś czarodziejką, czy że czary nie... No. Ja tego nie powiem, bo też będę miała atak. I wtedy zaczęło się piekło. Odpadały ci pióra, byłaś bardzo blada, miałaś nadzwyczajnie gorące czoło. Nie dałaś rady nic powiedziec, ani poruszyc się. Ratowaliśmy cię z Erikiem, oddaliśmy ci po cwiartce naszej mocy, połozyliśmy cię do twojego łóżka i czuwaliśmy przez pół nocy. Było małe zamieszanie, bo długo nas nie było, mieliśmy mały opieprz, że poszliśmy sobie. Najgorsze było to, że kiedy zaczęliśmy cię przywraca do zdrowia, byłaś dosłownie o krok przed śmiercią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz