poniedziałek, 24 grudnia 2012

5

- Czyli ona bierze narkotyki? - zdziwiłam się niesamowicie.
- Najwidoczniej... Ale to chyba jakieś lekkie, bo nie wygląda na najaraną. Może nie znam się, nigdy nie brałem. - Zaczął się śmiac.
- Jaasne! Nigdy! Przecież się śmiejesz! Weź wyjdź. - Pokładałam się z piania.
- Wychodzę! - i wyszedł.
- Ej no chodź! - wtf, przecież sobie tak powiedziałam, nie na poważnie.
Pogoniłam za nim, a jego nie było. Przebrałam się w moje bryczesy, które Aneta jednak zostawiła i pobiegłam na ujeżdżalnię. A Erika "ni widu, ni słychu".
- Stęp, kłus, galop, skok. I odwrotnie. - Tanya jeździła na Lorenzie, Aneta i Aleks wydawali jej polecenia. A panie tylko siedziały i co jakiś czas patrzyły.
- No siema. Też będę mogła wsiąśc? - zapytałam.
- Jasne. Patrz, jaka wysoka przeszkoda! Pół metra, mierzyłam linijkami, haha. - Tanya wyglądała na bardzo rozbawioną.
- Widzieliście Erika? Wyszedł i nie mogę go znaleźc.
- Chyba mu się znudziłaś, skoro wyszedł. - Aneta koniecznie próbowała mnie wkurzyc. Dałam na spokój, nie chce mi się sprzeczac.
- Aneta, weź ogarnij. Nie widzieliśmy go. - Przynajmniej Aleks i Tanya mi nie docinali.
Powiedziałam, że będę za kilka minut. Ruszyłam szukac Erika. No bo pobiegł tak po prostu, nigdzie go nie ma, zniknął dosłownie. A chciałam jeszcze z nim koniecznie ogarnąc klopot z Anetą. Nagle poczułam wibracje na całym ciele. Potem rozbolała mnie głowa. Ból był taki silny, że aż usiadłam na ziemi. Potem jeszcze silniejszy w okolicy mostka. Mam zawał? Ale jak to. Nie, to nie zawał... Później promieniowało aż do nóg. Chyba zemdlałam, bo obudziłam się w innym miejscu. Spojrzałam w górę, w niebie była dziura. Tak po prostu. Okazało się, że byłam w drugim wymiarze.
- Hej, nic ci nie jest? Mogłem cię nieźle załatwic, sorry... - Erik pomógł mi wstac. - Chciałem cię przywołac do mnie, da się tak. Pewnie nie ogarniasz. Wtedy dostajesz sygnał w postaci wibracji. I wtedy musisz przenieśc się w drugi wymiar. Po prostu pomyślec o tym i usiąśc na ziemi. A ty o tym nie wiedziałaś, no nie?
- Yyy... Nie? A co my tu właściwie robimy?
- Wziąłem to pudełko i zakopałem w ziemi tutaj, chciałem teraz odbyc rytuał, ale potrzebowałem czarodziejki.
- Aha... Wystraszyłeś mnie, myślałam że mam zawał!
- Uuu... No to kiepsko. Czyli nie przeniosłaś się na czas. Pamiętaj o tym. Przepraszam.
- Ok, nic się nie stało. To co mamy robic?
Wytłumaczył mi to i owo, zaczęliśmy wypowiadac jakieś dziwne słowa i zrobiła się dziura w ziemi. Tam było pudełko, teraz już nie ma go.
- Wracajmy. Będzie opieprz jak zauważą naszą nieobecnośc. A czary już nie pomogą. - I wróciliśmy.
Gdy przybyliśmy już na ujeżdżalnię, zrobiło mi sie gorąco - to oznacza, że coś narobiłam złego.
- O ku... Erik! - Przeklnęłam, masakra, to z emocji.
- Co? - był zdezorientowany. Odeszliśmy na bok.
- Dlaczego my to wzięliśmy, przecież to nie było konieczne, ona się kapnie!
- Nie panikuj. Trzeba było, pozabijałoby nas. - Odetchnęłam z ulgą. Przynajmniej było wytłumaczenie.
    Fazerska akcja. Zaraz kolacja. Potem ognisko. Ściemnia się powoli. Super będzie. Plecy mnie już bolą od tych skrzydeł. Czasami mam ochotę je pozrywac, ale próbowałam raz i to były męczarnie. Czasami boję się Erika, że coś mi zrobi z nimi. Ale on jest rozsądny i w ogóle, ojejku. Tanya, jak to powiedziała, to była chyba jedyna poważna rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziała.
   Zjedliśmy kolację. Tanya i Aleks już za ręce chodzą. Spoko. Ale za tydzień się pewnie rozdzielą, no bo jak, związek na odległośc? A Erik, jak się okazało, mieszka kilometr ode mnie. Hehe. Dziwne, bo nie znałam go nawet z widzenia. Aneta pozanosiła chleb, kiełbaski i pomogła rozpalic ognisko. Nie wiem, ale chyba chce się koniecznie przylizac Roxanne i Liliannie. No bo jak, na koniec zawody i konie przydzielają. Mi to zwisa, bo i tak będę miała Kwadrę. Nie jest najlepsza, chcę na niej byc, więc Roxanne mi ją z góry przydzieliła.
Usiedliśmy przy ognisku. Roxanne przyniosła gitarę, hehe.
- Kto zna "Konie na nieboskłonie", to niech śpiewa! - i zaczęła grac. Wszyscy śpiewaliśmy, a co, nie można? Hahaha. Fałsz nadzwyczajny, ale śpiewac każdy może. Poszłam do domu się przebrac, bo komary zaczęły ciąc. Byłam już w pokoju, miałam zapalic światło, Erik mnie złapał, znienacka.
- Weeź, zawały serio dziś dostanę! Zapal światło...
- Nie mogę - nie chciał mnie puścic - ty zapal.
- Ale ja też nie mogę! - jak byłam w ucisku, to jak miałam zapalic. I wyszło w końcu, że nikt nie zapalił.
Jakoś tak wyszło, zamiast się przebrac, usiedliśmy na łóżku Erika i zaczęliśmy gadac. Najpierw o różnych bzdetach, potem o jaraniu Anetki, a na koniec zaczął ze mną flirtowac...
- Musimy tam wracac? Posiedźmy tu sami. - Erik przytulił mnie i całował po szyi.
- No lepiej wrócmy, bo się obrażą. - Z drugiej strony nie chciało mi się wracac.
- Kocham cię...
Jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy się namiętnie całowac i ściągnął ze mnie koszulę. Spod topu wychodziły skrzydła. Ocknęłam się, że je widac, i sie skrępowałam.
- Sliczne są... - Musnął jedno pióro. Odsunęłam się od niego i zakryłam się koszulą. Zawstydziłam się...! - Nie bój się, nic ci nie zrobię... - Pocałował mnie delikatnie. Usłyszałam czyjeś kroki, wskoczyłam pod koc, by zakryc skrzydła. To Tanya i Aleks przyszli po nas.
- Liz, co ty robisz u niego w łóżku! Uuu, Aleks, przeszkodziliśmy im. - zaczęła się śmiac, a ja spaliłam buraka.
- Pogadac nie można? - Erik wyjaśnił.
- Można, nikt nie broni, chłopie, ale po co ją rozbierać? - Pokazał na moją fioletową koszulę leżącą na podłodze. Aleks pierwszy raz chyba powiedział coś do Erika xD.
Tanya spojrzała na mnie ostrzegawczo i powiedziała do Aleksa:
- Chodź, dajmy im chwilę spokoju. - Mrugnęła do Erika. - Przyjdźcie zaraz.
Kiedy wyszli, wstałam i założyłam koszulę. Masakra. Ale się naraziłam.
- A dlaczego ciągnie cię do tych skrzydeł? Wiem, to niezręczny temat, ale chcę wiedziec. Jesteś ze mną tylko dla nich? - Zaczęłam go podejrzewac.
- Nie. Skrzydła to tak trochę jak dla zwykłych chłopaków np. ... biust kobiecy. To najbardziej trafne porównanie. Ale mnie nie ciągnie tak do nich. Czasami tylko chcę je dotknąc, gdy je zobaczę, nic więcej. Mam nadzieję, że nie uważasz mnie za jakiegoś zboczeńca...! No ale niektórzy przeginają, gdy tylko zobaczą czarodziejkę w okresie uskrzydlenia, wtedy rzucają się na nią wręcz jak psy na mięso. Taka prawda...
- Weźcie mi w końcu wytłymaczcie, po co one są... Żeby męczyc czarodziejki?
Erik nie odpowiedział.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz