Po śniadaniu Tanya i Erik zatrzymali czas i udaliśmy się do drugiego wymiaru. Tam spotkaliśmy czarodziejkę o dziwnym imieniu, którego w ogóle nie umiem wymówic, ech.
- Cześc. Jestem Aaliyah Bailee. W czym mogę wam pomóc? - Była chyba lekarzem, bo miała ze sobą jakieś dziwne mikstury i coś przypominającego stetoskop.
- Przedwczoraj ginęła pod wpływem daritates. Nie wiemy, czy dalej ma darit. Straciła vinge. - Tanya mówiła jakieś dziwne słowa, a ja nic sie nie odzywałam, bo nawet nie wiedziałam o czym mówią. I zdziwiłam się, bo przecież Tanya nie znała mnie dwa miesiące temu.
- Jak się nazywasz? - lekarka była miłą starszą panią.
- Lizabette.
- Kiedy pierwszy raz miałaś vinge? Dokładnie?
- Vinge to skrzydła, Liz. - Szepnęła mi do ucha Tanya.
- Yyy... Sześc dni temu.
- Pierwszy raz, na pewno?
- Chciała powiedziec siedem dni temu.
Aaliyah badała moje plecy, kazała wypic taki zielony płyn i dała mi jakiś niebieski krem, żel, nie wiem. Kazała się nim smarowac codziennie w nocy. Dzięki niemu odzyskam w pełni moc, czyli darit, jak sie później dowiedziałam. A daritates to zaklęcie samobójcze, co też się dowiedziałam, w drodze do domu.
Gdy przybyliśmy spowrotem, czas ruszył i nikt nie zauważył naszej nieobecności. Hehe, śmieszne to jest, bo nigdy nie chorowałam, byłam u lekarza tylko przy szczepieniach. A zęby też nigdy mi się nie psuły, do stomatologa chodzę tylko co rok na kontrolę, zero zabiegów. Fajne życie :). A teraz czuję się dziwnie, bo pierwszy raz w życiu jestem "chora". To już trzeci dzień tego turnusu, a mam wrażenie, że dopiero pierwszy. Dziwne to jest z tym czasem.
- Cześc. Jestem Aaliyah Bailee. W czym mogę wam pomóc? - Była chyba lekarzem, bo miała ze sobą jakieś dziwne mikstury i coś przypominającego stetoskop.
- Przedwczoraj ginęła pod wpływem daritates. Nie wiemy, czy dalej ma darit. Straciła vinge. - Tanya mówiła jakieś dziwne słowa, a ja nic sie nie odzywałam, bo nawet nie wiedziałam o czym mówią. I zdziwiłam się, bo przecież Tanya nie znała mnie dwa miesiące temu.
- Jak się nazywasz? - lekarka była miłą starszą panią.
- Lizabette.
- Kiedy pierwszy raz miałaś vinge? Dokładnie?
- Vinge to skrzydła, Liz. - Szepnęła mi do ucha Tanya.
- Yyy... Sześc dni temu.
- Pierwszy raz, na pewno?
- Chciała powiedziec siedem dni temu.
Aaliyah badała moje plecy, kazała wypic taki zielony płyn i dała mi jakiś niebieski krem, żel, nie wiem. Kazała się nim smarowac codziennie w nocy. Dzięki niemu odzyskam w pełni moc, czyli darit, jak sie później dowiedziałam. A daritates to zaklęcie samobójcze, co też się dowiedziałam, w drodze do domu.
Gdy przybyliśmy spowrotem, czas ruszył i nikt nie zauważył naszej nieobecności. Hehe, śmieszne to jest, bo nigdy nie chorowałam, byłam u lekarza tylko przy szczepieniach. A zęby też nigdy mi się nie psuły, do stomatologa chodzę tylko co rok na kontrolę, zero zabiegów. Fajne życie :). A teraz czuję się dziwnie, bo pierwszy raz w życiu jestem "chora". To już trzeci dzień tego turnusu, a mam wrażenie, że dopiero pierwszy. Dziwne to jest z tym czasem.
***
Erik miał za zadanie pojechac gdzieś z Anetą i panią Roxanne, po jakąś niespodziankę. Zresztą ta trójka ciągle się naradzała, to chyba coś nam kombinują. A ja zostałam z Tanyą i Aleksem sami w stajni, czyszcząc konie przed jazdą. Pani Lilianna poszła po siodła i ogłowia. Ja naturalnie na Kwadrze miałam jeździc, Tanya na Lilii, a Aleks na Antygonie. Słyszałam głosy Aleksa i Tanyi:
- Przejdziemy się wieczorem do stajni? Tak sami? - to był szept Aleksa.
- No pewnie, tylko żeby nikt nie widział. Bo będzie ochrzan. Mogę od ciebie szczotkę? - Tanya przeszła chyba do boksu Antygony. I zaczęli się śmiac.
- Ej, wy się nie śmiejcie, tylko czyśccie. - Krzyknęłam do nich. Oni czasami mają dziwne fazy.
- Okeej... - Ucichli. Słychac było, że się całują, bo to było tuż za ścianką. Spoko... Ciekawe, co będą robic w tej stajni wieczorem? Mam nadzieję, że Tanya ogarnie, bo po obozie nie pogodzi się z rozstaniem. Aleks mieszka daleko od Tanyi. Ja też nie blisko. Do Tanyi mam 20 km. Do Aleksa cztery godziny drogi, do Anety już nie wspomnę, a do Erika najbliżej, niecały kilometr. Do Keishy i Alyssy wymiar. Mieszkaja w drugim wymiarze. Spoczko... Czasami nie mogę ogarnąc po co się zaręczyłam? Nie wiem... Mogłam to zrobic później. Ale nie żałuję.
***
Po jeździe trochę się działo - Aneta wywaliła się na trawie, uciekając przed psem? Aha... Oni po prostu byli w jakimś sklepie jeździeckim i po mieście chodzili. Fajnie. A ja się nudziłam, bo Tanya więcej czasu spędza ze swoim ukochanym Aleksikiem, przepraszam bardzo, ja też tu jestem! Z drugiej strony ja chyba tak samo ją zostawiłam... Hmm.
Potem były fajne zawody bez koni. Zorganizowała je ta trójka, co nas opuściła ;). To ja, Tanya i Aleks zamieniliśmy się w konie... Był tor. Najpierw trzeba było pokonac wszystkie przeszkody w galopie (hehe, niskie nie były xD), a potem znaleźc podkowę w worku z owsem, nie wysypując niczego. Pobiegac trzy kólka po ujeżdżalni i nadmuchac balon. To ostatnie było mocne, bo tchu brakowało. Wygrała Tanya. Dostaliśmy kantary :). Ja miałam fioletowy w kratkę, Tanya różowy w fioletowe paski, a Aleks szary w kratkę. Spoko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz