Fajnie... Podsumowując dzisiejszy dzień, aż cholera mnie bierze. No, nafukałam się na wszystkich dzisiaj, w ogóle byłam dla wszystkich niemiła. Aneta mnie też powkurzała, nie wiem... Aż nie chce mi się tego wszystkiego pisac. Zaraz chyba pójdę spac, bo już 23:53. Hehe. Wracałam akurat do pokoju ze stajni, ostatnia oczywiście. I otworzyłam drzwi. Dziwne, wszyscy poszli przede mną, a światło zgaszone. Zapaliłam i rozległo się:
- Sto lat, sto lat... - i tak dalej ;).
Dostałam "końskie" kolczyki, karnet na dziesięc jazd i bluzkę z logo stajni. Byłam baardzo zaskoczona. Dziękuję, dziękuję.
- Sto lat, sto lat... - i tak dalej ;).
Dostałam "końskie" kolczyki, karnet na dziesięc jazd i bluzkę z logo stajni. Byłam baardzo zaskoczona. Dziękuję, dziękuję.
***
Dzisiaj jest 29 lipca. Właściwie to nic szczególnego się nie dzieje. Zwykły obóz... Jednak ostatnio mam koszmary z Lenore. Wiem, że jej nie ma i nie będzie, i nie zagraża nikomu, ale cały czas boję się, że ona powróci. Dzisiaj fajny dzień, jedziemy na mały rajd, bo obudziliśmy się o szóstej i będziemy jeździc po okolicy. No oczywiście nie cały czas. Wrócimy koło dwudziestej. Spoczko. Wszyscy podekscytowani poszliśmy na śniadanie. Usiadłam w samym środku, obok mnie był Erik i była Tanya. Naprzeciwko Aleks i Aneta, po bokach pani Lilianna i pani Roxanne. Wszyscy akurat pałaszowaliśmy jajecznicę, kiedy zobaczyłam ją. Lenore.
Szła w moim kierunku, patrzyła się na mnie z nienawiścią. Poczułam, że kapią mi łzy, upadł mi widelec.
- Lizabette, wszystko w porządku? - zapytała pani Lilianna.
Wróciłam do rzeczywistości.
- Tak...
Kiedy skończyliśmy śniadanie, zbieraliśmy rzeczy i szykowaliśmy konie. Mi została przydzielona teraz Antygona. Czyściłam ją przy koniowiązie. Obok mnie była Tanya. Miała Lilię. Spojrzałam, że ktoś odwiązuje Antygonę i ją straszy. To była... Lenore.
- Zostaw ją! - krzyknęłam w kierunku Lenore. Zniknęła! Aj, tak naprawdę jej tam nie było, krzyczałam do powietrza.
- Liz, dobrze się czujesz? - Tanya spojrzała na mnie jak na wariatkę.
Ktoś podszedł mnie od tyłu! Poczułam się jak rażona paralizatorem, upadłam na ziemię, trzęsąc się. Krzyczałam: "Zostaw mnie, daj mi spokój", co wywołało zamieszanie. Pani Roxanne podeszła do mnie.
- Lizabette, zwariowałaś? - Zaczęła się śmiac. - Straszysz konie, uspokój się...
- Ale... - obejrzałam się dookoła. - Ona mi robi krzywdę!
- Kto? Antygona? - była zdezorientowana.
- Nie... - Tanya szturchnęła mnie łokciem. - Przepraszam, przywidziało mi się coś... Już nie będę krzyczec.
Tanya podeszła do mnie bliżej i zaczęła wypytywac.
- Co ci jest? Masz wizje? - chyba tylko ona zrozumiała o co chodzi.
- Tak... Lenore... ona mnie prześladuje... - zaczęłam płakac.
- Nie płacz... Jej nie ma... Ona nie ma prawa tu by, to jest niemożliwe...
- Ale ona chciała mi zrobic krzywdę... chciała mnie zabic.
Kiedy skończyliśmy śniadanie, zbieraliśmy rzeczy i szykowaliśmy konie. Mi została przydzielona teraz Antygona. Czyściłam ją przy koniowiązie. Obok mnie była Tanya. Miała Lilię. Spojrzałam, że ktoś odwiązuje Antygonę i ją straszy. To była... Lenore.
- Zostaw ją! - krzyknęłam w kierunku Lenore. Zniknęła! Aj, tak naprawdę jej tam nie było, krzyczałam do powietrza.
- Liz, dobrze się czujesz? - Tanya spojrzała na mnie jak na wariatkę.
Ktoś podszedł mnie od tyłu! Poczułam się jak rażona paralizatorem, upadłam na ziemię, trzęsąc się. Krzyczałam: "Zostaw mnie, daj mi spokój", co wywołało zamieszanie. Pani Roxanne podeszła do mnie.
- Lizabette, zwariowałaś? - Zaczęła się śmiac. - Straszysz konie, uspokój się...
- Ale... - obejrzałam się dookoła. - Ona mi robi krzywdę!
- Kto? Antygona? - była zdezorientowana.
- Nie... - Tanya szturchnęła mnie łokciem. - Przepraszam, przywidziało mi się coś... Już nie będę krzyczec.
Tanya podeszła do mnie bliżej i zaczęła wypytywac.
- Co ci jest? Masz wizje? - chyba tylko ona zrozumiała o co chodzi.
- Tak... Lenore... ona mnie prześladuje... - zaczęłam płakac.
- Nie płacz... Jej nie ma... Ona nie ma prawa tu by, to jest niemożliwe...
- Ale ona chciała mi zrobic krzywdę... chciała mnie zabic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz