czwartek, 27 grudnia 2012

10

Wyjechaliśmy koło siódmej trzydzieści. I zaczęło się piekło. Stępowaliśmy, jechałam w środku. Nagle koń stanął mi dęba i spadłam. Przez Lenore - wystraszyła mi konia. Kilkanaście minut później wibrował mi telefon. Pisało tam 'Nieznany". Pomyślałam, że to na pewno nie jest ważne, więc nie odbierałam. Jednak dzwonił bardzo długo, więc zatrzymaliśmy się i odebrałam. I usłyszałam tylko to:
Zginiesz dziś w nocy.
Spojrzałam się na Tanyę z przerażeniem. Przekazałam jej magią wiadomośc. Podjechała bliżej do mnie i zapytała cicho:
- Żartujesz? - była bardzo zdziwiona.
- Nie żartuję... Boję się... - Lenore powraca? Niemożliwe.
- Nie możemy tego zlekceważyc. Będziemy nad tobą czuwac, nic ci się nie stanie. - Podjechała do Erika i powiedziała o tym mu.
- Ruszamy? No ludzie... - panie się niecierpliwiły.
- Możemy już jechac. - powiedziałam.
Ustawiliśmy się w tej samej kolejności. To dobrze, że przede mną była Tanya, za mną Erik. Byli blisko, w razie gdyby coś się stało. Próbowałam się skupic na drodze, ale z trudem mi to szło. Nagle usłyszałam w głowie szum, taki dziwny... i te same słowa, co powiedziała Lenore przez telefon. Poczułam, jak drży mi ręka, tak jakby "miała" drgawki. Potem zaczęła mnie piec, że aż musiałam kierowac jedną ręką.
Ból był nie do zniesienia. Starałam się jakoś to zlekcewazyc, ale nie dałam rady. Kiedy mieliśmy postój i zsiedliśmy z koni, myślałam, że to może coś w stylu skurczu, rozmasowywałam ją, ale zaczęła piec mnie druga ręka! Podeszłam do Erika i Tanyi.
- Bolą mnie dziwnie ręce... - Wyprostowałam je, by sprawdzic, czy drżą. Drżały chyba bardziej niż u osoby z Parkinsonem! Zrobiło mi się słabo, usiadłam na trawie. Znowu ten szum, znowu te słowa...
Sytuacja powtarzała się ciągle, na całym rajdzie. Koło czternastej pojechaliśmy na obiad do naszej stadniny. Konie odpoczęły godzinę, niedługo potem znów ruszyliśmy dalej, tyle że na oklep. Jechaliśmy przez rzeczkę, woda sięgała nam do łydek. Stanęliśmy na chwilę, konie chciały się napic. Spojrzałam się wtedy na wodę przy mnie. Byłą tam fioletowa plama... Podniosłam nogę z tamtego miejsca...
- Lizabette! Spójrz na swoją stopę! - powiedziała do mnie Aneta.
Na stopie, tam gdzie biegnie żyła, wiecie... tam była linia, intensywnie fioletowa i wypływała z niej ciecz o takim samym kolorze.
***
-Lizabette ? - powiedział Erik
- Yhm, tak .. ? - miałam przywidzenie z tą plamą. Ciągle się boję, że coś się ze mną stanie tej nocy...
- Wszystko w porządku? Wyglądasz na zdenerwowaną. - Erik się martwił.
- No niezbyt... Podjedź do mnie, coś ci powiem.
- Boisz się Lenore ? Będę przy tobie teraz ciągle, nic ci się nie stanie. - Uśmiechnął się, chociaż sam trochę się bał, z Lenore to nigdy nic nie wiadomo.
- Trochę... Dzięki. Kocham cię . - pocałowałam go.

środa, 26 grudnia 2012

9

Fajnie... Podsumowując dzisiejszy dzień, aż cholera mnie bierze. No, nafukałam się na wszystkich dzisiaj, w ogóle byłam dla wszystkich niemiła. Aneta mnie też powkurzała, nie wiem... Aż nie chce mi się tego wszystkiego pisac. Zaraz chyba pójdę spac, bo już 23:53. Hehe. Wracałam akurat do pokoju ze stajni, ostatnia oczywiście. I otworzyłam drzwi. Dziwne, wszyscy poszli przede mną, a światło zgaszone. Zapaliłam i rozległo się:
- Sto lat, sto lat... - i tak dalej ;).
Dostałam "końskie" kolczyki, karnet na dziesięc jazd i bluzkę z logo stajni. Byłam baardzo zaskoczona. Dziękuję, dziękuję.

***
Dzisiaj jest 29 lipca. Właściwie to nic szczególnego się nie dzieje. Zwykły obóz... Jednak ostatnio mam koszmary z Lenore. Wiem, że jej nie ma i nie będzie, i nie zagraża nikomu, ale cały czas boję się, że ona powróci. Dzisiaj fajny dzień, jedziemy na mały rajd, bo obudziliśmy się o szóstej i będziemy jeździc po okolicy. No oczywiście nie cały czas. Wrócimy koło dwudziestej. Spoczko. Wszyscy podekscytowani poszliśmy na śniadanie. Usiadłam w samym środku, obok mnie był Erik i była Tanya. Naprzeciwko Aleks i Aneta, po bokach pani Lilianna i pani Roxanne. Wszyscy akurat pałaszowaliśmy jajecznicę, kiedy zobaczyłam ją. Lenore.
 Szła w moim kierunku, patrzyła się na mnie z nienawiścią. Poczułam, że kapią mi łzy, upadł mi widelec.
- Lizabette, wszystko w porządku? - zapytała pani Lilianna.
Wróciłam do rzeczywistości.
- Tak...
Kiedy skończyliśmy śniadanie, zbieraliśmy rzeczy i szykowaliśmy konie. Mi została przydzielona teraz Antygona. Czyściłam ją przy koniowiązie. Obok mnie była Tanya. Miała Lilię. Spojrzałam, że ktoś odwiązuje Antygonę i ją straszy. To była... Lenore.
- Zostaw ją! - krzyknęłam w kierunku Lenore. Zniknęła! Aj, tak naprawdę jej tam nie było, krzyczałam do powietrza.
- Liz, dobrze się czujesz? - Tanya spojrzała na mnie jak na wariatkę.
Ktoś podszedł mnie od tyłu! Poczułam się jak rażona paralizatorem, upadłam na ziemię, trzęsąc się. Krzyczałam: "Zostaw mnie, daj mi spokój", co wywołało zamieszanie. Pani Roxanne podeszła do mnie.
- Lizabette, zwariowałaś? - Zaczęła się śmiac. - Straszysz konie, uspokój się...
- Ale... - obejrzałam się dookoła. - Ona mi robi krzywdę!
- Kto? Antygona? - była zdezorientowana.
- Nie... - Tanya szturchnęła mnie łokciem. - Przepraszam, przywidziało mi się coś... Już nie będę krzyczec.
Tanya podeszła do mnie bliżej i zaczęła wypytywac.
- Co ci jest? Masz wizje? - chyba tylko ona zrozumiała o co chodzi.
- Tak... Lenore... ona mnie prześladuje... - zaczęłam płakac.
- Nie płacz... Jej nie ma... Ona nie ma prawa tu by, to jest niemożliwe...
- Ale ona chciała mi zrobic krzywdę... chciała mnie zabic.
 

wtorek, 25 grudnia 2012

8

Ściemniło się. Tanya z Aleksem, chichocząc, poszli na dół do stajni. Było już po kolacji. Wszyscy kładli się spac, nikogo tam nie było. Ogromna ochota mnie naszła, żebym ich obserwowała. Hahaha, nie wiem po co, ale rzeczywiście poszłam tam za nimi, oczywiście w taki sposób, że tego nie zauwazyli. Poszli do ostatniego, pustego boksu. Ja schowałam się w boksie Kwadry, był duży i zresztą niedaleko, i nadsłuchiwałam. Oj, brzydko tak. Ale nie mogłam się powstrzymac. Słyszałam różne dziwne odgłosy, burczenie? Skrzypienie, takie dziwne. Tanya zaczęła krzyczec! My godness. Zwiałam stamtąd. Drzwi zaskrzypiały, gdy je otwierałam, i usłyszałam głos Aleksa:
- O ku..., ktoś tu jest! - I zagęściłam ruchy. Wpadłam do pokoju, trochę nie bardzo, bo było już zgaszone światło. No, każdy był już w piżamie, ja też, więc już nie musiałam hałasowac. Usiadłam na brzegu łóżka i nie wytrzymałam.
- Aaaauu! - Wstałam jak oparzona. Właściwie to chyba tysiąc pinesek powbijało mi się w tyłek. - Kto to zrobił, do cholery!
Opowiedziała  mi cisza.
- No weźcie się przyznajcie! Nie wierzę w cza... - chciałam podpuścic Erika, wiedziałam że nie śpi.
- Nie mów tego! - krzyknął.
- No to kto to zrobił? Zapal światło, bo muszę te pineski powyjmowac, masakra.
Erik zapalił światło i pomógł pozbierac mi pozostałe pineski z łóżka. Słyszałam stłumiony śmiech Anety.
- Aneta, ty jesteś porąbana! Ja ci pokażę... - bulwers totalny. Myślałam, że ją dosłownie rozszarpię. Posmarowałam się żelem i połozyłam się spac.
    Zasnęłam, ale chyba nie na długo. Usłyszałam, jak Aleks wraca. Sam. Przestraszyłam się i miałam trochę wyrzuty sumienia, że nic nie zrobiłam. Ale Tanya przyszła spowrotem i odetchnęłam z ulgą.
***
Rano podeszłam do Tanyi, przed śniadaniem, i zapytałam się:
- Ty miałaś już skrzydła? - zaciekawiło mnie to w sumie, bo nigdy mi o tym nie wspomniała. Ale nie odpowiedziała. - Tanya!
- Co?
- Miałaś już skrzydła?
- Ty idziesz do stajni od razu po śniadaniu?
- Nie, przebiorę się, ale odpowiedz mi na pytanie.
- A w co się ubierasz na jazdę? - widac było, że próbuje zmienic temat.
- W ciuchy! Tanya, odpowiedz mi!
- Nie chce mi się, o kuuurde... - usiadła.
- Co ci jest? Źle się czujesz?
- Nie... Fuck! - pobiegła do łazienki.
Zmartwiłam się trochę. Chyba coś jej po prostu zaszkodziło...
Po śniadaniu poszłam do stajni, kiedy złapał mnie Erik.
- No hej, czemu się do mnie nie odzywasz. Ani cześc, ani dzień dobry, ani pocałuj w dupę. Hahaha.
- Cześc. - chciałam przejśc, ale blokował mi drogę. - Mogę przejśc?
- Nie... - Chciał mnie przytulic, ale odepchnęłam go. Nie wiem dlaczego. Chyba nie mam dzis humoru. Poczułam, jak wszystko we mnie wezbrało. Moce chyba wróciły. Machnęłam ręką w kierunku worka ze szczotkami Kwadry. Uniósł się i już miał do mnie przyleciec, kiedy Erik przeszkodził mi, teleportując się i zagradzając mi dostęp magii do woreczka.
- Erik! - wkurzyłam się.
- Co ty taka zdenerwowana? Liz... - podał mi worek. Wzięłam go i wyszłam, zamykając drzwi przed jego nosem. Trochę nieuprzejmie się zachowałam, ale naprawdę dziwnie się czułam, byłam wściekła na wszystko. Może przez Tanyę? A może przez moce? Tam wiadomo...?
Dzisiaj to jest czwarty dzień tego turnusu. Za trzy dni koniec. Z Erikiem będę się pewnie widywac codziennie, z Tanyą nie wiem, a z resztą chyba w ogóle nie będę. Podeszłam do Kwadry i zaczęłam ją czyścic.
- Mam brudny brzuch.
- Kto ma brudny brzuch? - zdziwiłam się, bo nie rozpoznałam w ogóle głosu. Jak to brudny brzuch?
- Ja. - Znowu ten sam głos. Odwaliło mi chyba, bo podejrzewałam Kwadrę.
- Kto? - spojrzałam się na Kwadrę. A ona odpowiedziała ponownie:
- Ja! - przestraszyłam się, że będzie zamieszanie, więc uciszyłam ją zaklęciem.
Wyszykowaliśmy wszyscy konie. Okazało się, że jedziemy w teren. Wsiadłam na Kwadrę, miałam jechac przedostatnia. Wszyscy ruszyli, a ja wręcz waliłam Kwadrę łydkami, a ona nic. Uderzyłam ją wodzami w łopatkę, jednocześnie dając mocny sygnał. A ta mi zaczęła podbijac się do dęba! Popuściłam wodze, dałam ponownie sygnał i znowu to samo. Ale nie, ruszyła się. Tyle że "tańcowała" mi po placu, ciągałam ją za wodze, a ona stanęła mi dęba. Pani Roxanne zsiadła z Antygony i podeszła do mnie. Próbowała ją ogarnąc, a Kwadra jeszcze gorzej reagowała. Postanowiłyśmy, że terenu nie będzie, bo nie ma konia dla mnie, będzie zwykła jazda na ujeżdżalni.
Aneta siedziała przy ujeżdżalni, powiedziała, że odda mi konia, nie chce się jej. Wsiadłam. Ona pobiegła do domu po coś. Pani Lilianna powiedziała, że teraz Aneta będzie jeździc. Nie wiem, miała mnie jeździc, no ale ok. Widziałam, jak chowa coś pod kocem, na którym siedziała na ujeżdżalni patrząc się na nas. Usiadłam tam i pomyślałam sobie, że to chyba jakaś książka. Odkryłam koc, gdy nie widziała. Zdziwł mnie tytuł tej książki. Była bardzo gruba i pisało tam wszystko o czarodziejkach. Tak jak encyklopedia o koniach, o państwach europejskich... Wszystko realistyczne. Była założona na temacie "Ciąża". Obawiałam się, że Aneta w coś uwierzyła, bo to jest poradnik dla czarodziei. Zdziwiłam się... Pisało tam coś takiego:
Pierwszymi objawami ciąży u faery są m.in nudności, częste oddawanie moczu, bóle brzucha, silny ból w plecach utrzymujący się przez kilka dni, ogólne osłabienie, ale przede wszystkim najważniejszym objawem jest powolne odpadanie skrzydeł. Po całkowitym odskrzydleniu występują nudności i zawroty głowy. Często pojawiają się napady wściekłości. ...
Wezmę tą książkę, mam w dupie, że Aneta się wkurzy. Chcę przeczytac niektóre tematy, bo mam wiele pytań.
Po jeździe Aleks z Anetą sprzątali w stajni, a ja, Erik i Tanya siedzieliśmy w pokoju. Czekaliśmy na obiad. Ja sobie czytałam tą książkę. I nagle Tanya zaczęła się drzec.
- Ja pierdzielę, ktoś mi zajumał skarpetki! Fuck and shit, co za maasakra! - darła się okropnie, w końcu przycichła i powiedziała spokojnie - A, tutaj są.
I znowu poleciała do kibla. Zawołali nas na obiad. Chciałam umyc ręce, ale w łazience była Tanya. Zapytałam sie, kiedy wyjdzie, bo już obiad, a ona odpowiedziała ledwo, że zaraz i chyba zwymiotowała, bo usłyszałam. Aj. Poszłam umyc ręce do kuchni na dół. Przyszłam potem na obiad, zjedliśmy, pozmywaliśmy i poszliśmy odpocząc do pokoju. Potem miały byc podchody :). Wysłałam smsa do mamy, że wszystko ok. Nie pisałam o tym, ale ogólnie kontaktuję się z nią. Ktoś zadzwonił do Anety. Chyba jej chłopak:
- No heej kotku. ... Mhm. ... Nie, tu sami chłopacy, spokojnie. ... A nudy. Tęsknię za tobą. ... Kocham cię, paa! - odłozyła słuchawkę od ucha i jeszcze było słychac "Ja ciebie też, pa" jej rozmówcy. Nie byłoby dla mnie to nic specjalnego, gdyby nie fakt, że rozmawiała z dziewczyną.
 

7

Po śniadaniu Tanya i Erik zatrzymali czas i udaliśmy się do drugiego wymiaru. Tam spotkaliśmy czarodziejkę o dziwnym imieniu, którego w ogóle nie umiem wymówic, ech.
- Cześc. Jestem Aaliyah Bailee. W czym mogę wam pomóc? - Była chyba lekarzem, bo miała ze sobą jakieś dziwne mikstury i coś przypominającego stetoskop.
- Przedwczoraj ginęła pod wpływem daritates. Nie wiemy, czy dalej ma darit. Straciła vinge. - Tanya mówiła jakieś dziwne słowa, a ja nic sie nie odzywałam, bo nawet nie wiedziałam o czym mówią. I zdziwiłam się, bo przecież Tanya nie znała mnie dwa miesiące temu.
- Jak się nazywasz? - lekarka była miłą starszą panią.
- Lizabette.
- Kiedy pierwszy raz miałaś vinge? Dokładnie?
- Vinge to skrzydła, Liz. - Szepnęła mi do ucha Tanya.
- Yyy... Sześc dni temu.
- Pierwszy raz, na pewno?
- Chciała powiedziec siedem dni temu.
Aaliyah badała moje plecy, kazała wypic taki zielony płyn i dała mi jakiś niebieski krem, żel, nie wiem. Kazała się nim smarowac codziennie w nocy. Dzięki niemu odzyskam w pełni moc, czyli darit, jak sie później dowiedziałam. A daritates to zaklęcie samobójcze, co też się dowiedziałam, w drodze do domu.
Gdy przybyliśmy spowrotem, czas ruszył i nikt nie zauważył naszej nieobecności. Hehe, śmieszne to jest, bo nigdy nie chorowałam, byłam u lekarza tylko przy szczepieniach. A zęby też nigdy mi się nie psuły, do stomatologa chodzę tylko co rok na kontrolę, zero zabiegów. Fajne życie :). A teraz czuję się dziwnie, bo pierwszy raz w życiu jestem "chora". To już trzeci dzień tego turnusu, a mam wrażenie, że dopiero pierwszy. Dziwne to jest z tym czasem.
***
Erik miał za zadanie pojechac gdzieś z Anetą i panią Roxanne, po jakąś niespodziankę. Zresztą ta trójka ciągle się naradzała, to chyba coś nam kombinują. A ja zostałam z Tanyą i Aleksem sami w stajni, czyszcząc konie przed jazdą. Pani Lilianna poszła po siodła i ogłowia. Ja naturalnie na Kwadrze miałam jeździc, Tanya na Lilii, a Aleks na Antygonie. Słyszałam głosy Aleksa i Tanyi:
- Przejdziemy się wieczorem do stajni? Tak sami? - to był szept Aleksa.
- No pewnie, tylko żeby nikt nie widział. Bo będzie ochrzan. Mogę od ciebie szczotkę? - Tanya przeszła chyba do boksu Antygony. I zaczęli się śmiac.
- Ej, wy się nie śmiejcie, tylko czyśccie. - Krzyknęłam do nich. Oni czasami mają dziwne fazy.
- Okeej... - Ucichli. Słychac było, że się całują, bo to było tuż za ścianką. Spoko... Ciekawe, co będą robic w tej stajni wieczorem? Mam nadzieję, że Tanya ogarnie, bo po obozie nie pogodzi się z rozstaniem. Aleks mieszka daleko od Tanyi. Ja też nie blisko. Do Tanyi mam 20 km. Do Aleksa cztery godziny drogi, do Anety już nie wspomnę, a do Erika najbliżej, niecały kilometr. Do Keishy i Alyssy wymiar. Mieszkaja w drugim wymiarze. Spoczko... Czasami nie mogę ogarnąc po co się zaręczyłam? Nie wiem... Mogłam to zrobic później. Ale nie żałuję.
***
Po jeździe trochę się działo - Aneta wywaliła się na trawie, uciekając przed psem? Aha... Oni po prostu byli w jakimś sklepie jeździeckim i po mieście chodzili. Fajnie. A ja się nudziłam, bo Tanya więcej czasu spędza ze swoim ukochanym Aleksikiem, przepraszam bardzo, ja też tu jestem! Z drugiej strony ja chyba tak samo ją zostawiłam... Hmm. 
Potem były fajne zawody bez koni. Zorganizowała je ta trójka, co nas opuściła ;). To ja, Tanya i Aleks zamieniliśmy się w konie... Był tor. Najpierw trzeba było pokonac wszystkie przeszkody w galopie (hehe, niskie nie były xD), a potem znaleźc podkowę w worku z owsem, nie wysypując niczego. Pobiegac trzy kólka po ujeżdżalni i nadmuchac balon. To ostatnie było mocne, bo tchu brakowało. Wygrała Tanya. Dostaliśmy kantary :). Ja miałam fioletowy w kratkę, Tanya różowy w fioletowe paski, a Aleks szary w kratkę. Spoko.

6

- Są dla ucieczki? Tylko? Skoro dla ucieczki, to dlaczego was pociągają? Tanya naopowiadała mi tyle dziwnych rzeczy, a ty praktycznie nic i dlatego się pytam. - Powoli zaczynałam się denerwowac. Pamiętam, kiedy zapytałam się Tanyi, jak się pozby skrzydeł, a ona odpowiedziała, że trzeba zajś w ciążę. Co one mają z tym wspólnego?
- Służą też do rozmnażania. - Odpowiedział po długiej ciszy. - Ale to nie jest fajne. Służy jedynie przetrwaniu gatunku... Nie wiem, jak ci to wyjaśnic. Bo wiesz, jak to jest u ludzi, nie? A my nie jesteśmy ludźmi. Jesteśmy wszyscy jakimiś dziwolągami. Wyrastają wam pióra, nam świecą się oczy. Nie zauważyłaś tego, na pewno, bo noszę soczewki. Jesteśmy inni...
Poczułam, jak poleciała mi łza. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem normalnym człowiekiem, że w ogóle nie jestem człowiekiem. Jestem jakąś istotą z bajek, w które i tak nigdy nie wierzyłam. Ale w to wszystko, co oni mi powiedzieli, uwierzyłam. A może to wszystko kłamstwa?
- A wy mnie nie okłamujecie? Nie wrabiacie? Czary nie istnieją...
Kiedy wypowiedziałam te słowa, przeszył mnie okropny ból. Czułam, że dosłownie zdycham. Paliły mnie plecy, to były męczarnie.
- Lizabette! Odpadają ci pióra! Co ci jest?! - Erik zaczął mną potrząsac. Ja nie byłam w stanie ani złapac oddechu, ani w ogóle coś z siebie wydusic. Wypowiadał w kółko jakieś dziwne słowa, czarował mnie. Zdjął ze mnie tą koszulę. Ja chyba umieram... - Nie masz skrzydeł! Lizabette, co ci jest?! Muszę przywołać Tanyę!
***
Tanya, szybko, Lizabette umiera! Tanya ruszyła do domu, mówiąc, że idzie do łazienki. Gdy zjawiła się w pokoju, ze mną było naprawdę źle. Słyszałam stłumione głosy, straciłam czucie w kończynach. Dlaczego tak się dzieje!
- Ona jest blada jak papier! Gdzie... Cholera! Odpadły jej pióra! - Tanya okropnie panikowała. Zaczęła histeryzowac. - Lizabette!!! Liz, proszę odezwij się! Ty zaraz umrzesz! Powiedz, że jesteś czarodziejką, uwierz... Erik, czarujmy ją, bo ona umrze!
***
Obudziłam się na swoim łóżku, był ranek. Ominęło mnie ognisko... Chwila, co jest?
- Gdzie moje skrzydła!? - krzyknęłam, ale to był błąd.
- Erik, ona się obudziła! - Tanya podbiegła do mojego łóżka i dotknęła mojego czoła. - Erik!!!
- Już idę! - zerwał się i podbiegł do mnie. - Liz, żyjesz?
- No... O co chodzi? Nie mam skrzydeł! - z jednej strony czułam ulgę, a z drugiej bałam się, ze nie jestem już czarodziejką albo coś mi się stało.
- Jakich skrzydeł, Lizabette, ścisz mordę, ja pier... - Aneta się obudziła i już się na mnie wkurzała. - Jest szósta, daj nam spac!
- Skrzydła ci odpadły. Zaopiekujemy się tobą, ok? Byc może straciłaś moce... - Tanya szeptała, prawie płakała.
- Dlaczego? - chciałam się  dowiedziec, dlaczego miałam taki atak.
- Bo straciłaś wiarę w swoją moc. To jest zabójcze. Dobrze, że byłem z tobą... - Erik był bardzo przejęty. Machnął ręką, wyczarował taki naszyjnik... Założył mi go na szyję. - Masz. Ja i Tanya przybiegniemy do ciebie, gdy będzie z tobą źle. Dostaniemy sygnał od tego naszyjnika. Lepiej, żebyś jeszcze spała, jesteś wykończona.
- Nie chcę spac. Opowiedzcie mi, co się wczoraj ze mną działo, bo prawie nic nie pamiętam.
- Siedziałaś z Erikiem na górze, ja byłam z resztą na ognisku. Podobno powiedziałaś, że nie jesteś czarodziejką, czy że czary nie... No. Ja tego nie powiem, bo też będę miała atak. I wtedy zaczęło się piekło. Odpadały ci pióra, byłaś bardzo blada, miałaś nadzwyczajnie gorące czoło. Nie dałaś rady nic powiedziec, ani poruszyc się. Ratowaliśmy cię z Erikiem, oddaliśmy ci po cwiartce naszej mocy, połozyliśmy cię do twojego łóżka i czuwaliśmy przez pół nocy. Było małe zamieszanie, bo długo nas nie było, mieliśmy mały opieprz, że poszliśmy sobie. Najgorsze było to, że kiedy zaczęliśmy cię przywraca do zdrowia, byłaś dosłownie o krok przed śmiercią.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

5

- Czyli ona bierze narkotyki? - zdziwiłam się niesamowicie.
- Najwidoczniej... Ale to chyba jakieś lekkie, bo nie wygląda na najaraną. Może nie znam się, nigdy nie brałem. - Zaczął się śmiac.
- Jaasne! Nigdy! Przecież się śmiejesz! Weź wyjdź. - Pokładałam się z piania.
- Wychodzę! - i wyszedł.
- Ej no chodź! - wtf, przecież sobie tak powiedziałam, nie na poważnie.
Pogoniłam za nim, a jego nie było. Przebrałam się w moje bryczesy, które Aneta jednak zostawiła i pobiegłam na ujeżdżalnię. A Erika "ni widu, ni słychu".
- Stęp, kłus, galop, skok. I odwrotnie. - Tanya jeździła na Lorenzie, Aneta i Aleks wydawali jej polecenia. A panie tylko siedziały i co jakiś czas patrzyły.
- No siema. Też będę mogła wsiąśc? - zapytałam.
- Jasne. Patrz, jaka wysoka przeszkoda! Pół metra, mierzyłam linijkami, haha. - Tanya wyglądała na bardzo rozbawioną.
- Widzieliście Erika? Wyszedł i nie mogę go znaleźc.
- Chyba mu się znudziłaś, skoro wyszedł. - Aneta koniecznie próbowała mnie wkurzyc. Dałam na spokój, nie chce mi się sprzeczac.
- Aneta, weź ogarnij. Nie widzieliśmy go. - Przynajmniej Aleks i Tanya mi nie docinali.
Powiedziałam, że będę za kilka minut. Ruszyłam szukac Erika. No bo pobiegł tak po prostu, nigdzie go nie ma, zniknął dosłownie. A chciałam jeszcze z nim koniecznie ogarnąc klopot z Anetą. Nagle poczułam wibracje na całym ciele. Potem rozbolała mnie głowa. Ból był taki silny, że aż usiadłam na ziemi. Potem jeszcze silniejszy w okolicy mostka. Mam zawał? Ale jak to. Nie, to nie zawał... Później promieniowało aż do nóg. Chyba zemdlałam, bo obudziłam się w innym miejscu. Spojrzałam w górę, w niebie była dziura. Tak po prostu. Okazało się, że byłam w drugim wymiarze.
- Hej, nic ci nie jest? Mogłem cię nieźle załatwic, sorry... - Erik pomógł mi wstac. - Chciałem cię przywołac do mnie, da się tak. Pewnie nie ogarniasz. Wtedy dostajesz sygnał w postaci wibracji. I wtedy musisz przenieśc się w drugi wymiar. Po prostu pomyślec o tym i usiąśc na ziemi. A ty o tym nie wiedziałaś, no nie?
- Yyy... Nie? A co my tu właściwie robimy?
- Wziąłem to pudełko i zakopałem w ziemi tutaj, chciałem teraz odbyc rytuał, ale potrzebowałem czarodziejki.
- Aha... Wystraszyłeś mnie, myślałam że mam zawał!
- Uuu... No to kiepsko. Czyli nie przeniosłaś się na czas. Pamiętaj o tym. Przepraszam.
- Ok, nic się nie stało. To co mamy robic?
Wytłumaczył mi to i owo, zaczęliśmy wypowiadac jakieś dziwne słowa i zrobiła się dziura w ziemi. Tam było pudełko, teraz już nie ma go.
- Wracajmy. Będzie opieprz jak zauważą naszą nieobecnośc. A czary już nie pomogą. - I wróciliśmy.
Gdy przybyliśmy już na ujeżdżalnię, zrobiło mi sie gorąco - to oznacza, że coś narobiłam złego.
- O ku... Erik! - Przeklnęłam, masakra, to z emocji.
- Co? - był zdezorientowany. Odeszliśmy na bok.
- Dlaczego my to wzięliśmy, przecież to nie było konieczne, ona się kapnie!
- Nie panikuj. Trzeba było, pozabijałoby nas. - Odetchnęłam z ulgą. Przynajmniej było wytłumaczenie.
    Fazerska akcja. Zaraz kolacja. Potem ognisko. Ściemnia się powoli. Super będzie. Plecy mnie już bolą od tych skrzydeł. Czasami mam ochotę je pozrywac, ale próbowałam raz i to były męczarnie. Czasami boję się Erika, że coś mi zrobi z nimi. Ale on jest rozsądny i w ogóle, ojejku. Tanya, jak to powiedziała, to była chyba jedyna poważna rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziała.
   Zjedliśmy kolację. Tanya i Aleks już za ręce chodzą. Spoko. Ale za tydzień się pewnie rozdzielą, no bo jak, związek na odległośc? A Erik, jak się okazało, mieszka kilometr ode mnie. Hehe. Dziwne, bo nie znałam go nawet z widzenia. Aneta pozanosiła chleb, kiełbaski i pomogła rozpalic ognisko. Nie wiem, ale chyba chce się koniecznie przylizac Roxanne i Liliannie. No bo jak, na koniec zawody i konie przydzielają. Mi to zwisa, bo i tak będę miała Kwadrę. Nie jest najlepsza, chcę na niej byc, więc Roxanne mi ją z góry przydzieliła.
Usiedliśmy przy ognisku. Roxanne przyniosła gitarę, hehe.
- Kto zna "Konie na nieboskłonie", to niech śpiewa! - i zaczęła grac. Wszyscy śpiewaliśmy, a co, nie można? Hahaha. Fałsz nadzwyczajny, ale śpiewac każdy może. Poszłam do domu się przebrac, bo komary zaczęły ciąc. Byłam już w pokoju, miałam zapalic światło, Erik mnie złapał, znienacka.
- Weeź, zawały serio dziś dostanę! Zapal światło...
- Nie mogę - nie chciał mnie puścic - ty zapal.
- Ale ja też nie mogę! - jak byłam w ucisku, to jak miałam zapalic. I wyszło w końcu, że nikt nie zapalił.
Jakoś tak wyszło, zamiast się przebrac, usiedliśmy na łóżku Erika i zaczęliśmy gadac. Najpierw o różnych bzdetach, potem o jaraniu Anetki, a na koniec zaczął ze mną flirtowac...
- Musimy tam wracac? Posiedźmy tu sami. - Erik przytulił mnie i całował po szyi.
- No lepiej wrócmy, bo się obrażą. - Z drugiej strony nie chciało mi się wracac.
- Kocham cię...
Jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy się namiętnie całowac i ściągnął ze mnie koszulę. Spod topu wychodziły skrzydła. Ocknęłam się, że je widac, i sie skrępowałam.
- Sliczne są... - Musnął jedno pióro. Odsunęłam się od niego i zakryłam się koszulą. Zawstydziłam się...! - Nie bój się, nic ci nie zrobię... - Pocałował mnie delikatnie. Usłyszałam czyjeś kroki, wskoczyłam pod koc, by zakryc skrzydła. To Tanya i Aleks przyszli po nas.
- Liz, co ty robisz u niego w łóżku! Uuu, Aleks, przeszkodziliśmy im. - zaczęła się śmiac, a ja spaliłam buraka.
- Pogadac nie można? - Erik wyjaśnił.
- Można, nikt nie broni, chłopie, ale po co ją rozbierać? - Pokazał na moją fioletową koszulę leżącą na podłodze. Aleks pierwszy raz chyba powiedział coś do Erika xD.
Tanya spojrzała na mnie ostrzegawczo i powiedziała do Aleksa:
- Chodź, dajmy im chwilę spokoju. - Mrugnęła do Erika. - Przyjdźcie zaraz.
Kiedy wyszli, wstałam i założyłam koszulę. Masakra. Ale się naraziłam.
- A dlaczego ciągnie cię do tych skrzydeł? Wiem, to niezręczny temat, ale chcę wiedziec. Jesteś ze mną tylko dla nich? - Zaczęłam go podejrzewac.
- Nie. Skrzydła to tak trochę jak dla zwykłych chłopaków np. ... biust kobiecy. To najbardziej trafne porównanie. Ale mnie nie ciągnie tak do nich. Czasami tylko chcę je dotknąc, gdy je zobaczę, nic więcej. Mam nadzieję, że nie uważasz mnie za jakiegoś zboczeńca...! No ale niektórzy przeginają, gdy tylko zobaczą czarodziejkę w okresie uskrzydlenia, wtedy rzucają się na nią wręcz jak psy na mięso. Taka prawda...
- Weźcie mi w końcu wytłymaczcie, po co one są... Żeby męczyc czarodziejki?
Erik nie odpowiedział.

 

sobota, 23 czerwca 2012

4

Po jeździe byłam wykończona. Jak galopowaliśmy, myślałam, że normalnie zdechnę - wywaliłam się w błoto. Cóż miałam zrobić, pojawiło się nagle. Erik po kolacji obiecał mi niespodziankę, ale nie wiem, co to będzie. Tanya z Aleksem już się zaczęli przytulać, ja rąbię. Szybcy są. Aneta mnie zaczyna denerwować... Coś chyba ukrywa. Podbiera mi kosmetyki, nawet się nie pyta, bierze moje ciuchy, co to jest! Ja nie wiem, jak z nią wytrzymam.
- Hej, Aneta! Weź już ogarnij, to moje bryczesy! - Nie, chyba z nią jednak nie wytrzymam.
- Oj, Lizabette... Pożycz... Proszę...
- Nie. Masz swoje, poza tym już jedne mi ubrudziłaś. - Mam trzy pary, jak tak dalej pójdzie, to już wszystkie będą brudne. - Daj mi je.
- Że what? No chyba nie. Przestań, nie pobrudzę. - No kur..., ja już nie wyrobię! Dorwałam ją i zaczęłam się z nią szarpać, kiedy do pokoju wszedł Erik.
- Ej, co jest! Dziewczyny! - Rozdzielił nas, kiedy już prawie zabrałam jej te spodnie. - To już trzecia sprzeczka dzisiaj.
- Sorry wielkie, Liz...Masz te spodnie. - I znowu podbiegła do tej swojej walizki, znowu coś szpera. Jakieś pudełeczko wyciągnęła i poszła do łazienki.
- Odbiło ci? Przecież zachowałaś się jak jakiś mały bachor! - Erik miał do mnie pretensje, jak ona sama zaczęła...
- No ale zobacz, cały czas mi zabiera ciuchy, plami, używa moich kosmetyków, jakby swoich nie miała! - Odłożyłam spodnie i wyszliśmy. Wolałam kontynuować rozmowę na schodach pod domem.
- Liz, daj już jej spokój. Jak bierze, to ją ignoruj, może chodzi jej właśnie o to, by ciebie wkurzyć.
- Może i tak, ale... Czy wiesz może, co to za pudełeczko ona zawsze do toalety nosi? Zawsze. Jest za małe, żeby się tam zmieściły jakieś rzeczy w stylu błyszczyka czy tuszu do rzęs, a jednocześnie jest za duże na biżuterię, bo na tydzień obozu nie bierze się przecież całego kuferka. I czasem jak jej upadnie, to słychać, że w środku jest coś sypkiego...
- Może ma tam puder? - Erik ma siostrę o rok od niego starszą, to trochę jest ogarnięty w temacie.
- Puder? Ale te pudełko jest kwadratowe i pisze na nim "Nie dotykać", więc czemu ma niby tam być puder?
- Łał, skoro widziałaś, co na nim pisze, to czemu tam nie zajrzałaś? - Erik niedowierzał, że takie farmazony gadam.
- Emanuje od tego jakaś ciężka magia. Jak tylko dotknęłam pudełka, to mnie prąd przeszedł. I później paliły mnie palce.
- Sprawa jest podejrzana. Musimy to rozgryźć. - Nareszcie, może mi pomoże.
***
Jakieś dwie godziny później panie powiedziały, że można wziąć sobie kucyka Lorenzę i sobie na niej pojeździć na oklep na ujeżdżalni, panie sobie kawkę wypiją, zerkną... Aj, dobra rzecz - Aneta tam idzie. Zawołałam Erika, Tanya i Aleks poszli, zostaliśmy sami.
- Na pewno tam jest?
- Tak, przestań, mówiłam ci, że mamy wolną chatę. Dobra, gdzie ona to ma... - Zaczęłam grzebać. - Aaa! Ja pierdzielę, ale boli! Masz to, by nie wyrobię! To pudełko ma chyba od szatana!
- No, rzeczywiście pali. Uwaga, otwieram. - Nachyliłam się nad nim, nie mogłam się doczekać tej chwili, gdy zobaczę tajemniczą zawartość tego różowego sześcianiku.
- Nie wierzę! Co to? - zdziwiłam się na maksa.
- To narkotyk. Na pewno. To zabija istoty magiczne, dlatego pali, o kurde.
No, mało powiedziane, "o kurde".

piątek, 8 czerwca 2012

3

Właśnie wchodziłam do stajni, mało co nie zostałam staranowana przez galopującą Antygonę. Ale... nie ma na niej jeźdźca! Muszę ją jakoś zatrzymać... Pobiegłam za nią. Nie wiem, jak to zrobiłam, ale wdrapałam się jakoś na jej grzbiet i udało mi się ją zatrzymać. Nie wiem, naprawdę mnie wiem, jak mi się to udało.
- No kurde, kto tak zrobił! Toż ona wodze porwała! Zastrzelę, powtarzam: zastrzelę! - Pani Roxanne nieźle się wkurzyła. - Liz, co jest? Jak ty ją zatrzymałaś, dziecko, nic ci nie jest?
- Nie wiem, jak mi się to udało... Wszystko w porządku... Uff...
- Dziękuję ci z całego serca! Ale nie wiesz, kto był wtedy za nią odpowiedzialny?
- Nie wiem, właśnie wchodziłam... O jejku. Eee, proszę pani, a na jakim koniu będę jeździć?
- Chyba na Senniku, nie pamiętam, idź spytaj panią Liliannę, jest w stajni. I zaprowadź koniecznie ją do boksu, załóż kantar... Jeszcze nie osiodłana, rany.
Gdy wszystko zrobiłam, co mi kazała, Erik akurat wychodził z Kwadrą.
- Widziałaś, co zrobiła Aneta? Spierdzieliła ze stajni, bo jej Antygona zwiała! Rozumiesz?
- To Aneta była? Jeny, Antygona prawie mnie rozdeptała! Zatrzymałam ją, czaisz? Bo ja nie...
- Czaję. Bo konie są oczarowane. Nie wiem jak, ale nie uciekną dalej niż do bramy.
- A skąd o tym wiesz?
I wtedy wszystko się wyjaśniło, oprócz tych głupich imion. Powiedział, że sprawdzał, czy konie są oczarowane. Emanuje od nich magia. Jest zaklęcie pozwalające sprawdzić, kto je zaczarował. Ale próbował i nic nie wyszło. Słaby punkt.
- To może być od Roxanne?
- Nie wiem, to jest całkiem możliwe. Ale naprawdę nie wiem.
Na przejażdżce pogadaliśmy sobie, troszkę tylko, ale głównie szyframi. Tanya znowu z Aleksem... Chyba parą będą, bo coś iskrzy. Ale to mnie w tej chwili najmniej interesuje. Bo najbardziej właśnie te nasze imiona. Zapytałam się Erika, chciałam wiedzieć, on potrafi powiedzieć po ludzku, a nie jak Tanya - w jej języku nasyconym neologizmami i niekiedy przekleństwami w języku angielskim.
- Z tymi imionami to tak... Bo jak masz, w naszym przypadku, Polskę, to imiona czarodziejek i czarodziejów są w języku angielskim. Jest taka zasada. W Niemczech chyba we włoskim, a ciekawostką jest, że w samych Stanach Zjednoczonych są w języku polskim. We Włoszech po niemiecku. Taka zamiana, stosuje się to już od jakichś 100 lat, czy tam 89... Nie mam pamięci do liczb.
- Aha... -  musiałam coś odpowiedzieć, bo szczęka opada...

czwartek, 7 czerwca 2012

2

Właśnie wrócili. Słychać było tupanie na schodach, to Tanya.
- No hej, co jest? - zagadała, bo wciąż nie wiedziała, o co chodzi.
- Bo wiesz... - ściszyłam głos. - Jest sprawa... Erik, no chodź! - Tamten znowu "poza obrębem"... - Jest babka taka, Roxanne, nie? Ta opiekunka czy kto tam. To ona ma obco brzmiące imię, a jak ona coś ma z... magią?
- Możliwe. - Dołączył się do rozmowy. - Ale to już naprawdę byłby zbieg okoliczności. Bo już jesteśmy my, wcześniej Alyssa i Keisha, i Lenore... Same z drugiego wymiaru, nie?
- Jak to z drugiego wymiaru? Nie czaję... Weź mi wszystko wytłumacz, te dziwne imiona, te wymiary, te skrzydła... Ja niczego nie ogarniam.
- Skrzydła, ekhem... - Tanya odkaszlnęła znacząco. - Liz, wiesz co ci mówiłam, to nie chwal się...
- Masz skrzydła? - Erik spojrzał na mnie, jakby ducha zobaczył.
- What? No co ty. Ona nie ma żadnych skrzydeł. Ja tylko żartuję. - Zaśmiała się dość sztucznie, i poszła.
Erik zamknął drzwi na klucz, a dalej myślał, coraz intensywniej, aż w końcu złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie tak mocno, że myślałam, że mnie zgniecie. Na podwórku chyba szaleli, bo darli się i śmiali. Aleks i Aneta? Nie rozumiem.
- Masz je, ale nie chcesz powiedzieć.
 I w tym momencie tak się na mnie spojrzał, że stanął mi przed oczami ten obraz, z tamtego snu, i ten blondyn...  I tamto wydarzenie nad rzeką... I on w tej chwili łudząco go przypominał... Boże, a jeśli on jest niebezpieczny? A zaręczyn się nie da wycofać... Zaczynam się go bać? Eee, to jakaś paranoja.
- Nie mam... - ścisnął mnie jeszcze bardziej.
- Masz... Powiedz... - Jego ręka przesunęła się nieco wyżej, na moje plecy.
- Nie mam, no... Przecież mówię...
- Ściemnasz, powiedz mi... - Dalej naciskał, a jego ręka przesunęła się jeszcze wyżej, że już prawie wyczuwała koniuszek skrzydła pod moją kraciastą koszulą, którą ostatnio ciągle noszę, by zakryć pióra wystające poza bluzkę...
- Masz je. Ale nawet swojemu narzeczonemu nie chcesz powiedzieć. Odwróć się.
Puścił mnie, już chciałam uciekać, ale przecież on jest moim narzeczonym... Najbliższą mi osobą tutaj... Drzwi były zamknięte na klucz... Posłuchałam się. Zdjęłam koszulę i jego oczom ukazały się srebrzystoszare skrzydła. Ale co ja zrobiłam?
- Widzisz... - Wtulił się we mnie, ja w niego, i staliśmy tak, jak jakaś rzeźba, jak jedna osoba... A dalej, co było, nie pamiętam. Obudziłam się dopiero, kiedy Tanya zaczęła mnie lekko uderzać po policzku. Co się stało?
- Ostrzegałam cię. Pióra ci odpadają. Co ty z tym Erikiem wyprawiałaś?
Wystraszyłam się nie na żarty. Co to ma być?! Że ja w ciąży? Z Erikiem?!
- Co? Co...? Co ty gadasz? Nie ogarniam? Że ja w ciąży, co? - chyba znowu przysnęłam.
- Liz, ogarnij się... Żartuję. Zaczarowałam cię, bo oszalałaś, zaczęłaś go całować, kurde, nie wiem... Coś mi tam mówił. Ale Erik jest rozsądny. On ci krzywdy nie zrobi za skrzydła.
- No ale, do cholery, co to za paranoja z tymi skrzydłami?! No weź mi to wyjaśnij, bo już tydzień się nad tym głowię!
Wszedł Erik, najwyraźniej wszystko słysząc. Odezwał się do mnie:
- Po prostu skrzydła czarodziejek dla chłopaków są tak nęcące, że często nie można się opanować. To taki wabik. - Powiedział to prosto z mostu, a Tanya zrobiła się czerwona. Nie wiedziałam, że to temat tabu. Głupio mi się zrobiło, to wyszłam do stajni, bo co innego mogłam zrobić...

niedziela, 3 czerwca 2012

1

- Lizabette. Och, Lizabette! Tyś moim słońcem, ach...! - Tanya znów się wydurnia...
- Tanya, ogarnij się! Powtarzasz to już czwarty raz dzisiaj!
- No co, nie mogę? - zapytała. Do pokoju weszła pani Roxanne.
- Hej dziewczyny, gdzie jest Erik? Mamy dwie nowe osoby na obozie. - Zza drzwi wyszła czarnowłosa dziewczyna i wysoki chłopak. Nawet przystojny. Oczy Tanyi się zaświeciły. - Przywitajcie się, my już się poznaliśmy, ja muszę was na razie pożegnać. Pa! - Wyszła.
Dziewczyna ma na imię Aneta, a chłopak Aleksander. Aneta nie grzeszy urodą, ale ma strasznie ładne oczy! Niebieskie. Aha, Tanya już zaczyna...
- Hej Aleks, mogę tak do ciebie mówić, nie? Oprowadzę cię po ośrodku, pokażę ci wszystko! - I już ich nie ma.
- Aneta, skąd jesteś? - Zagadałam do nieco nieśmiałej dziewczyny.
- Eee... Ze Śląska...
- Łał, to daleko. - Do rozmowy dołączył się Erik.
- Czy mogę spytać, jesteście obcokrajowcami?
- Coś w tym sensie. - Mrugnął do mnie. Chyba już rozumiem. - Mamy amerykańskie korzenie. Ale jak najbardziej, jesteśmy z Polski. Tanya też.
- Aha, a jesteście rodziną? - otworzyła się wreszcie... Ciekawe, czy jest tak samo gadatliwa jak Tanya.
- Nie. Chodź, pokażemy ci stajnię.
***
- No, a masz dziewczynę? - Tanya zalotnie spojrzała na Aleksandra, przechadzali się akurat drogą w kierunku jeziora.
- Aktualnie nie... A ty masz chłopaka?
- Też na razie nie... - uśmiechnęła się. - Dzisiaj ma być jazda w terenie, pojedziesz przede mną?
- Jasne.
Dalej rozmawiali, aż nagle zadzwonił telefon Tanyi, z bardziej "ludzkim dzwonkiem".
- Halo?
- Hej Tanya, przyjdźcie już, niedługo jazda w terenie będzie, przyjdź do mnie do pokoju, mamy z Erikiem małą naradę... - To ja do niej zadzwoniłam.
- Ok ziomenko, ale musisz troszkę poczekać, no hej. - Rozłączyła się.

Prolog

     Zaczyna się drugi tydzień obozu jeździeckiego. Czyli drugi turnus. Dzisiaj pojechały Alyssa i Keisha. Zostaliśmy we trójkę, ja, Erik i Tanya... Jeżeli przyjadą do nas "normalni", to jak ukryjemy naszą prawdę? Będzie ciężko... Po zaręczynach z Erikiem dowiedziałam się, że są to zaręczyny magiczne, to znaczy, że nie ma tu ślubu ani rozwodu, czy czegoś w tym sensie. Ale ja go kocham, więc nie powinnam narzekać, nie?Za cztery dni moje urodziny. 28 lipca. Ale czy będę ten dzień obchodzić tu, w tym urodziwym miasteczku na Mazurach, czy w domu...
W tej chwili, co mnie jeszcze zastanawia, a jest to rzecz, o której powinnam już wiedzieć, to imię moje, Erika, Tanyi, Alyssy, Keishy... i pani Roxanne? Są takie... niepolskie. Nie rozumiem tego, tym bardziej, że jest tu instruktorka o obco brzmiącym imieniu. Może mamy ze sobą coś wspólnego, ale... A jeśli ona też jest czarodziejką?